Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Planet Spa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Planet Spa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 grudnia 2012

Madziołajki, czyli zdobycze ostatnich tygodni...

Ho Ho Ho...Mikołajki Mikołajkami, ale dziś przestawię Wam moje zakupy, prezenty, zdobycze małe i duże, których się troszkę nazbierało ostatnimi czasy.

Na początek może chwila chwalipięctwa.
Udało mi się zająć drugie miejsce w rozdaniu u Kasi. Urzekające nagrody już czynnie przeze mnie użytkowane:
Kolejno, poszczęściło mi się na blogu u Anek, gdzie nagrodą był zestaw pędzli do makijażu oczu ECO Tools.
Nagroda ewidentnie trafiła w me gusta. Nie dość, że uwielbiam pędzle, planowałam wymianę swych starych, na nowe, to jeszcze jedna z ulubionych marka EcoTools - normalnie przyspieszone prezenty gwiazdkowe.
***
Jeszcze raz, z tego miejsca dziękuję i Kasi i Aniom za prezencioszki. Jestem żywym dowodem na to, że można wygrać, wystarczy tylko odrobina chęci, no i może troszkę fart:P
Limit wygranych na rok 2012 zapewne wyrobiłam, zachęcam jednak Was do brania udziału w konkursach (oczywiście z rozsądkiem, nie popadając ze skrajności w skrajność).
***
Kosmetycznie...

Zamówienie z Avonu:
Z serii PLANET SPA - aksamitny eliksir do kąpieli Szampan i Tajski Kwiat Lotosu, pojemność 250 ml ok. 20 zł.
Bardzo przyjemnie pachnie, jednak cena, nie jest adekwatna ani do jakości, ani do ilości produktu - raczej był to mój jednorazowy wybryk.


Świąteczny zestaw żel pod prysznic + mydło Celebrate me, boski świąteczny zapach, jakby jabłka,z  cynamonem. Od razu będzie klimatycznie.
Koszt ok. 15 zł komplet.
Tradycyjnie zamawiam raz na jakiś czas komplet pielęgnacyjny dla stópek, tym razem krem + peeling + kąpiel dla stóp o zapachu porzeczek i wanilii (niesamowite połączenie), czyli wszystko, co lubię. Cena zestawu 20 zł.

Będąc w temacie zamówień katalogowych - Oriflame.A tam, mój najukochańsiejszy tusz Wonder, o którym Wam tu chyba jeszcze nie wspominałam, ale wszystko przed Nami...
Obecnie w promocji za 16,90 zł.
Do kolekcji balsamów pielęgnacyjnych do ust dołączyło jajeczko w wersji karmelowej, mmm... pycha:D Cena to 9,90 zł/15ml - oferta limitowana.
Następna spowiedź tyczy się odwiedzin w stacjonarnym sklepie AllePaznokcie - nawet nie wiecie ileż tam ciekawostek - normalnie aż w głowie się kręci, a zapachy, babski raj krótko mówiąc.
Jako, że akcja OSZCZĘDZAMY NA ŚWIĘTA trwa skromniutko wybrałam parę różności...
 Dla objaśnienia instrukcja rysunkowa:
 Jeśli, któraś z Was miałaby ochotę na poznanie powyższych produktów i zobaczenie, jak zachowuje się lakier termiczny na pazurkach, bądź też obejrzenie ohydnego efektu zamszowego manicure, czy też nieudolne ozdabianie moich szponów tym wszędzie rozsypującym się kawiorkiem dajcie znać:)

 Ach... ten Rossmann, kusi i nęci... jakiś czas temu skusił mnie promocją na suchy szampon Isana (jakieś 5 zł z hakiem). Nie będę się jednak za wiele rozwodzić na jego temat, zostawię sobie parę słów na post porównawczy z suchym szamponem Batiste.
A potem, wiecie co było? -40% off na kolorówkę wielu kosmetycznych marek (o czym pisałam Wam na BABSKIM FEJSIKU). Widziałam, że wiele dziewcząt blogerek owocnie skorzystało z oferty, ja jednak grzeczniutko, skromnie zaopatrzyłam się w czarny, żelowy liner z Rimmel, puder w kamieniu Affinitone z Maybelline w kolorze 24 Golden Beige oraz na zapas zakupiłam ukochany chabrowy lakier z Miss Sporty, w numerze 320.

Jako, że po poprzednim poście wiecie już, że mam słabość do drobinek, co by... shine bright like a diamond, albo chociaż jak bożonarodzeniowa bombka, to sobie zakupiłam waniliowo pachnącą mgiełkę z H&Mu, za całe 14,90, fajnie komponuje się z innymi duperelami łazienkowymi na półeczce;)
W SuperPharm skorzystałam z bieżącej promocji -25% na produkty La Roche Posay i zainwestowałam w podkład Toleriane Tint, (z polecenia) w numerze 11. Na razie się zapoznajemy, nie wiem co z tego wyjdzie, nie omieszkam jednak dodać swej opinii za jakiś czas, jak mają się efekty Naszej współpracy. Na razie jest good;) ale nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca.

 



I niekosmetycznie...

Literatura...
Może nie jestem zawziętą czytaczką, jednak gdy pochłonie mnie jakaś dobra książka, odpuszczam nawet korzystanie z Internetu (dajecie wiarę?:)
Tak właśnie było z pozycją pt. "Stokrotki w śniegu", którą poleciła mi blogerka Kosmetasia.
Przepiękna historia, w sam raz do przeczytania w okresie przedświątecznym, coś w stylu współczesnej wersji Opowieści wigilijnej... nic więcej nie mówię, po prostu warto przeczytać! A czyta się jednym tchem.

Także z polecenia Kosmetasi zaopatrzyłam się w kolejną pozycję Evansa "Szukając Noel", a także uposażyłam domową biblioteczkę w brakujące pozycje mojego ulubionego N. Sparksa.
Księgi czekają na razie na swą kolej.
 
Dla zdrowotności nabyłam nowoczesne bańki chińskie. "Dziecinnie proste w użyciu", przy masażach leczniczych, czy relaksacyjnych, w domowych warunkach. Komplet 4 baniek to koszt ok. 17 zł.

Najbardziej bawi mnie efekt uboczny, czerwone kółka na plecach po bańkowej zabawie;) to coś dla osób, które lubią motyw kropek :))
A tak na poważnie delikatny masaż, koniecznie w połączeniu z olejkiem daje odprężenie.

A na zimowe, mroźne dni (a w przyszłym tygodniu ponoć będą ponad -10 stopniowe mrozy w centralnej Polsce) lipowa herbatka odpornościowa.
Kończąc tę epopeję zapraszam (i zapewne będę się powtarzać, więc uzbrójcie się  w cierpliość, pliz!) na URODZINOWY KONKURS BABSKIEJ PRZYSTANI.
Zachęcam do wzięcia udziału:)

CU:)
eM.

sobota, 6 października 2012

Zapachnisty mus do ciała

Słuchajcie, chyba się zakochałam.... Mowa tu o kosmetycznym romansie... 
Znów przynudzę avonowsko, ale to czysty przypadek. Obiecuję do końca tygodnia już nie wspominać Wam o produktach tej firmy na A. :))
Seria Planet Spa od Avon wypuściła na rynek linię kosmetyków o zapachu masła Shea i trufli czekoladowej.
Masło ma konsystencję musu, zapach i ta struktura tak działają na zmysły, że miałam ochotę go spróbować łyżeczką, bo skojarzył mi się z takim jadalnym deserem. Z resztą tuż po odkręceniu słoika ma się wrażenie, że to jadalne.

Po zaaplikowaniu produktu na skórze daje się odczuć, że "coś" na sobie mamy. To, co zauważyłam, a może być lekkim minusem to to, że skóra okryta tym musem jest lekko lepka. Nie czuję się jednak jak wyciućkany landrynek. Jest to takie przyjemne uczucie, jakby ciało pokrywał satynowy, złoty dresik - dosłownie, bo w pierwszej chwili skóra jest bardzo rozświetlona, jednak po chwili produkt się wchłania.
Zapach,mmm.... kakao, czekoladowe fantazje - nie jest chemiczny, drażniący. Uważam, że nie jest to produkt do codziennego użytku, m.in. dlatego, że potrafi przybrudzić ubranie. Doskonale jednak się nada po kąpieli np. po domowym SPA - które ja staram sobie urządzać co weekend.
Pojemność 200 ml, w cenie ok. 20 zł (teraz jakoś w promocji). Osobiście jestem na TAK.
Ocena ogólna 4+/5.

Acha, na zakończenie - chyba przestałam rozumieć zagrania firmy AVON - made in Poland - na pudełku, ani słowa wydrukowanego po polsku, za to łaskawcy nalepili nalepkę - czcionką  - hmm...słabo czytelną wg mnie. Nie podoba mi się to wcale.
Huu...
Wygadałam się, mogę iść dalej sprzątać:) a Wy jakie macie plany na weekend?
xoxo
eM.

czwartek, 29 marca 2012

Moja WŁOSka historia cz. II - pielęgnacja

Kontynuacja mej WŁOSkiej sagi tyczyć się dziś będzie pielęgnacji. To chyba będzie jeden z najdłuższych postów, mojej blogowej karierze, nie dziwcie się więc, że pisanie go zajęło mi ponad tydzień :)
Kosmetyków typu maski, odżywki, olejki do włosów przerobiłam mnóstwo i wciąż mi mało, szukam tego the one and only :).
Po wielu latach testów wiem, że z produktami drogeryjnymi ciężko mi się zaprzyjaźniać. Sięgam więc głębiej, po te profesjonalne. Przede wszystkim przoduje firma L'Oreal ze swoimi różnorakimi seriami, a także Biovax, Farouk, a od niedawna także Aussie oraz inne.
Lista produktów, z którymi się jeszcze nie zapoznałam jest krótsza. Marzy mi się American Cream od Lush, który zdobył sławę dzięki urodowym kanałom YouTube. Przyznam się też, że ze skąpstwa, bądź z rozsądku nie próbowałam nigdy produktów Kerastase. Zżera mnie ciekawość - fakt, ale półka cenowa jest zbyt wygórowana.
Do dzieła:
Odżywki, to szybki sposób na pielęgnację włosów tuż po oczyszczeniu ich szamponem. Nie trzeba ich trzymać niemiłosiernie długo na głowie, zwykle ładnie pachną i można znaleźć dla siebie taką, jaka najbardziej będzie służyć naszym czuprynom. Wygładzająca, chroniąca kolor, dodająca blasku, objętości, regenerująca...
Moje włosy bez odżywki w ogóle ze mną nie współpracują. Powstaje jeden wielki kołtun i nie da się ich rozczesać. Preferuję odżywki do spłukiwania, ostatecznie, jak się baaardzo spiesszę w spray'u - bez spłukiwania, lecz jednak za często staram się w ten sposób nie obciążać moich włosów.
Będąc na wyjeździe, na wakacjach łatwiej nałożyć na 2-3 minuty odżywkę, niżeli chodzić w turbanie przez pół godziny z maską, czy innym wynalazkiem - od tego mam weekendowe SPA domowe :)

Znalazłam w sieci miniprzewodnik dla laików, którzy chcieliby rozpocząć dopiero swą WŁOSką przygodę rozpieszczając swe czupryny.

"Pielęgnacja krok po kroku:
- Nie aplikuj zbyt dużej ilości kosmetyku.
Im mniej, tym lepiej. Nadmiar odżywki może obciążyć włosy i utrudni spłukanie. Kosmetyk nie powinien wyciekać ci z dłoni.
- Przerzuć włosy do przodu,
 a będzie ci łatwiej zacząć nakładanie odżywki od końcówek. Powoli i stopniowo rozprowadzaj ją na całej długości włosów. Najwięcej odżywki nanieś na zniszczone partie.
- Nigdy nie wcieraj odżywki w skórę głowy,
 aby nie wywołać podrażnienia, łojotoku czy łupieżu. Do wcierania służą inne preparaty.
- Uważaj, aby odżywka nie dotykała skóry twarzy.
Może bowiem przyczynić się do powstania reakcji alergicznych i trądziku. Spłukuj ją zawsze do tyłu, w kierunku pleców.
- Przetrzymywanie dłużej odżywki
do spłukiwania nie zaszkodzi włosom, ale też nic im nie da. Czas określony na opakowaniu jest wystarczający, by włosy wchłonęły wszystkie niezbędne im składniki. Więcej naprawdę nie będą w stanie.
- Jeśli masz włosy cienkie i delikatne,
 a jednocześnie zniszczone, zastosuj dwuetapową pielęgnację. Odżywkę regenerującą wetrzyj w końce, a od nasady aplikuj odżywkę zwiększającą objętość.
- Twoje włosy są zniszczone po trwałej lub farbowaniu?
Na całej długości rozprowadź odżywkę odbudowującą, którą spłuczesz, a same końce dodatkowo wzmocnij odżywką bez spłukiwania.
- Przetłuszczają się u nasady?
Wydzielanie sebum ureguluje odpowiedni szampon. Odżywki stosuj tylko na same końce.
- Jeżeli twoje włosy się plączą,
 przeczesuj je podczas nakładania odżywki. Uważaj, aby nie dotykać skóry głowy.
- Nie funduj włosom
silnego odżywienia przed wielkim wyjściem. Staną się ciężkie i nie będą chciały się układać."

Źródło

Na pierwszy ogień, coś dla rasowych blondynek -  niebieska odżywka SCANDIC LINE, wypłukująca żółtą poświatę z włosów siwych i blond. 1000 ml produkt w cenie nie wyższej niż 15 zł, z wygodną pompką, polecam jak najbardziej. Spełnia swoje zadanie, przyjemnie pachnie i jest bardzo wydajna. Gdy kończy mi się niebieski szampon zawsze mam tę niekończącą się odżywkę, a przy połączeniu szamponu z odżywką włosy są na serio platynowe! :)


Kolej na odżywki do włosów Diplona Professional  "występowały" już na moim blogu. Produkty te dostępne są okresowo w Biedronce. Mają pojemność 600 ml za 9,90.
Linia tych produktów rekomendowana jest przez niemieckiego Mistrza Fryzjerstwa Dietera Brunneta.
Czerwona nakrętka to produkt do włosów farbowanych i rozjaśnianych "z kompleksem witamin i filtrem UV chroni włosy przed utratą koloru". Po aplikacji nie mam problemów z rozczesywaniem, ładny zapach, lekko kwiatowy pozostaje na włosach, nie jest drażniący.
Pomarańczowy korek to produkt regenerujący, przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. "Zawiera nawilżający Panthenol i białka pszenicy, dzięki którym włosy stają się miękkie, jedwabiste i lśniące. Nadaje włosom promienny wygląd oraz sprawia, że włosy łatwiej się rozczesują".
Skład produktu jest dość chemiczny - alkohol, parabeny :( , tak więc dla zwolenników EKO może pozostawiać wiele do życzenia.
Ja jestem zadowolona z efektów jakie pozostawia na mej głowie, dlatego gdy nie mam nic innego - sięgam po nie.

Źródło

Wiele radości sprawia mi używanie produktów z atomizerami. Łatwo, sprawnie, rachu ciachu, bez bałaganu.

Kolejny produkt, także z pompką to odżywczy balsam do włosów suchych i zniszczonych węgierskiej firmy Kallos. Oczywiście jak zwykle ja, połasiłam się na tani produkt, o dużej pojemności (1000 ml, za ok. 10-12 zł) i jak na tym wyszłam? Mam duuuuży "krem do golenia nóg"...
Zapach jest chemiczny, specyficzny dla produktów fryzjerskich, nie wiem jaką nutę zapachową mu przypisać:) nie chciałabym używać wulgaryzmów.
Producent pisze, iz balsam powoduje, że włosy stają się wzmocnione, odżywione i odbudowane, a także miękkie i gładkie. Ta jasne...
Nie polecam tego produktu dla włosów rozjaśnionych, farbowanych, nie wiem jak sprawdza się na innych włosach, może ktoś coś wie?


Trudnodostępniak, o którym teraz będzie mowa to produkt, który stworzyła australijska firma Aussie. 3 - minutowy cud:) - Aussie 3 minute miracle (hit kanałów urodowych YouTube) jest głęboko wnikająca we włosy odżywką, o bardzo fajnym, egzotycznym zapachu (kojarzy mi się z kosmetykami do opalania w solarium). Niestety jest silikonową bombą. 236 ml to koszt ok. 35 zł, dużo fakt, ale nie żałuję wydanej kasy.


Produktu używałam najczęściej w wakacje i teraz strasznie z tą porą roku mi się kojarzy. Nie robi nic nadzwyczajnego z włosami, poza standardowo zmiękczaniem ich, podbijaniem koloru włosów, ułatwia rozczesywanie i pozostawia miły zapaszek na herach.
Wersja fioletowa występuje w USA, zaś w UK dostać można białe opakowanie.


Koszt jest podobny, w granicy 30 zł za 250 ml. Moja odżywka jest z jakiejś limitowanej edycji i niestety nie pachnie tak kusząco jak ta fioletowa.Ciekawa jestem, czy ta standardowa wersja jest zapachowo taka sama?Poza tym nie różni się niczym innym, włosy są miękkie i miłe w dotyku.

Ostatnim z tej serii produktem jest jeden z nowszych nabytków włosowych, szwedzkiej firmy CeCe, dostępnej w Super Pharm. Swego czasu miałam podobną linię z jedwabiem (w błękitnych opakowaniach), bardzo ją sobie chwaliłam, biorąc pod uwagę to, że są to kosmetyki drogeryjne.
Ta seria, przebosko pachnie czereśnią (a zapach utrzymuje się na włosach przez cały dzień), ponadto przeznaczona jest do włosów farbowanych, rozjaśnianych, zniszczonych zabiegami fryzjerskimi - czyt. moje włosy.
Odżywka posiada filtry UV, chroni nasz kolor przed wyblaknięciem, a także opóźnia proces zmywania się koloru. Zawarta w produkcie keratyna, czyli naturalny budulec włosa,  ma za zadanie rekonstruować jego uszkodzoną strukturę.
Używając szamponu i odżywki z tej samej linii włosy bardzo dobrze mi się układają, przede wszystkim nie mam problemu z ich rozczesywaniem, przez co mniej wypadają.
Pojemność 300 ml - obecnie za 10 zł w promocji Super Pharm, zaś cena regularna sięga dwudziestu paru złociszy. Uważam, że warto się skusić, choćby dla samego zapachu.


***

Następna tura to odżywki do włosów w sprayu.
Jak wiadomo produkty tego typu są bardzo wygodne w użyciu, kuszą zapachem, nie trzeba ich spłukiwać. Kilka psiknięć powinno ułatwić rozczesywanie włosów, niekiedy dodać blasku i delikatnie odżywić. Więcej na ich temat raczej nie ma się sensu rozpisywać.
Posiadam 3 tego typu produkty. Używam ich wymiennie, gdy dana odżywka/maska nie wygładziła moich włosów i mam problem z rozczesaniem ich, albo gdy chcę uzyskać efekt naturalnych fal, bez jakiś usztywniających pianek czy lakierów.
Pierwszym z nich jest nawilżająca odżywka w sprayu do każdego rodzaju włosów od Avon, o bajecznym zapachu orzecha macadamia i aloesu . 125 ml kosztuje ok. 7 zł w promocji.
Stosując ją na mokre wosy ułatwia rozczesywanie, jednak przy większej aplikacji, pozostawiona do zamoistnego wyschnięcia skleja je.


CHI keratin mist od Farouk to kuracja nawilżająca i wzmacniająca do każdego rodzaju włosów.
Keratyna, ceramidy i naturalny jedwab w niej zawarty nawilżają, wzmacniają włosy, nadając im połysk i gładkość. 300 ml ok. 30 zł. Nie stwierdziłam żadnych nadzwyczajnych efektów używając tego produktu. No może poza wydajnościa, bo mam problem z jej zużyciem:)


Ostatnim "psikaczem" jest Aussie Miracle Hair Insurance - znamy się od niedawna, ale już mnie pozytywnie zaskoczyła. odżywka pachnie jak 3minutowa maska, z tej samej serii, przeznaczona jest do włosów farbowanych, nadaje im koloru i blasku, bla bla bla, jak wszystkie. Dzis użyłam jej przy układaniu włosów, do efektu tych naturalnych fal i włosy nie są w ogóle posklejane (jak przy tym avonowskim ustrojstwie;) Gorzej z ceną i dostępnością, 250 ml, to koszt ok. 5 funtów, dostępny w UK, USA, bądź na allegro, czy ebay.



***

Następna część dotyczyć będzie chyba najbardziej lubianego przeze mnie produktu i związanego z nim rytuału. Mowa oczywiście o maskach do włosów.
Maski w odróżnieniu od odżywek mają o wiele silniejsze działanie na nasze włosy. Przy nakładaniu maski dobrze jest zarezerwować sobie minimum 10-30 minut, by produkt mógł wejść w głąb naszych włosów, regenerując je, poprawiając ich stan. Po zaaplikowaniu maski można nałożyć sobie na głowę foliowy czepek, albo zwykłą reklamówkę, w wersji hard owinąć wsio jeszcze ciepłym ręcznikiem i pozostawić taki kompres na ten choćby minimalny czas. Wtedy efekt da się odczuć już po pierwszym użyciu danej maski, a i zapach dłużej i intensywniej utrzymuje się na włosach. Wykonując takie zabiegi 1-2 razy w tygodniu możemy być pewne, że włosy (które codziennie katujemy suszarkami, prostownicami, gumkami, wałkami) będą nam wdzięczne i być może, przy systematycznych zabiegach zregenerują się i nabiorą zdrowego blasku.

Parę dobrych lat temu koleżanka fryzjerka namówiła mnie na jeden z pierwszych produktów o dużej pojemności z przeznaczeniem dla salonów fryzjerskich - mowa o  mlecznej masce Crema Al Latte Serical od Kallos. Budyniowa konsystencja bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, a zapach - zapach nieziemski, waniliowy, migdałowy, słodziutki jak prawdziwy budyń. Śmieszna cena chyba 13 zł za 1000 ml skusiła mnie tym bardziej. Proteiny pozyskane z mleka delikatnie odżywiają nasze włosy, pozostawiając przyjemny zapach, do następnego mycia.
Malutki minus - moje włosy nie chcą się po niej gładko rozczesywać, są szorstkie, nieprzyjemne w dotyku. Używam jej więc sporadycznie, głównie z sentymentu i dla boskiego aromatu.

 
Kolejne produkty, to te, które zdążyłam już zużyć - i właśnie w poście dotyczącym zużyć o nich dogłębniej napisałam. Matrix, Absolute Repair od L'Oreal oraz Macadamia Natural Oil - dla osób lubiących inwestować więcej pieniążka w produkty do włosów. Oraz Biovax od L'Biotica, doskonały produkt drogeryjny, nadający sie do wyżej wspominanych domowych, 30-minutowych kompresów.

 




 


Ostatnia sprawa maskowa, to śródziemnomorska odżywcza maseczka do włosów z Avonu z serii Planet Spa. Ma specyficzny zapach, lekko oliwkowy (czego nie lubię), bogaty w parabeny, alkohol, etc. Wystarczy 10 minut, by włosy nabrały miękkości i łatwo się rozczesywały. Poza tym nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów po jej stosowaniu. Przystępna cena, łatwodostępna. Ok. 20 - 30 zl za 200 ml.






 Ostatnim segmentem kosmetyków pielęgnacyjnych używanych przeze mnie są inne - czyli olejki, serum, itp.
Pod lupę idzie L'OREAL Expert Absolut Repair Thermo Repair - termoaktywne mleczko odbudowujące i chroniące przed wysoką temperaturą .
Jak pisze producent "pielęgnacja termoregenerująca włosów pomaga odbudować i chronić włókno włosa oraz ułatwia suszenie włosów. Włosy odzyskują naturalną witalność, są wyraźnie mocniejsze, lśniące i jedwabiście gładkie, a struktura włosa pozostaje odbudowana".
Produkty z serii Absolut Repair są przeznaczone do włosów potrzebujących silnej regeneracji, nie ma więc sensu tak intensywnych kosmetyków stosować profilaktycznie. Składniki produktu  głęboko wnikają wewnątrz włosa, racząc go substancjami odżywczymi tj. kwasy AHA, ceramidy, filtry UV.
Kosmetyk można stosować jako taką maskę bez spłukiwania, pachnie jak kosmetyki u fryzjera:) Po wielokrotnym użyciu nie zauważyłam wielkich efektów. Produkt porównywany jest ze sławetnym cementem termicznym Kerastase - jak jest w rzeczywistości nie wiem, nie miałam.
Pojemność: 150 ml, w granicach 30-40 zł. Sądzę, że spokojnie można znaleźć tańszy odpowiednik tegoż produktu.



Następne na tapetę idą miniwspomagacze. 
Jedwab CHI od Farouk, to zdaniem producenta jedwab do włosów. Kolejna silikonowa mieszanka, ale najwidoczniej moje włosy LUBIĄ TO. Stosuję go niezmiennie od lat. Wersja BIOSILK nie odpowiada mi zapachowo, ta zaś jest w porządku. Zawsze kupuję te 15 ml miniwersję za ok.5-10 zł. Kropelkę produktu wcieram w końcówki włosów. To maleństwo wystarcza mi na ponad miesiąc. Nie mogę powiedzieć, że jest to produkt na szóstkę, ale sądzę, że musi trochę (jak obiecuje producent) chronić je przed wysoką temperaturą, bo inaczej, przy codziennym suszeniu zostałyby mi tylko trzy włoski na krzyż:)



Podobnym produktem tego typu jest olejek Macadamia Healing Oil Treatment. Nie testowany na zwierzętach, bez parabenów i SLSów, skracający czas suszenia włosów o 50% 10 ml olejek w diabelskiej cenie 20 zł (ok. 50 zł za 30 ml) . Oszczędnie jednak, przy prawie codziennym używaniu (kropelka dziennie na końcówki przede wszystkim) wystarczył na ok. 4 m-ce. Włosy nie plątały się, łatwo rozczesywały, ładnie pachniały. Godny uwagi, gdyby nie odstraszająca cena.


Idąc tropem olejowania włosów swego czasu Avon miał w swej ofercie mini-olejki do nakładania na gorąco, przed myciem głowy. Zupełnie o nich zapomniałam. 50 ml kosztuje ok. 20 zł. Na chwilę przed użyciem wkładamy do pojemnika z gorącą wodą, by się rozgrzał, następnie tłuścimy swoje włosy, trzymając ok. 20-30 min., potem normalnie myjemy. Włosy po całym zabiegu są błyszczące i miękkie, łatwo je także rozczesać.

Ostatnia seria kosmetyków to produkty potrzebne do popularnego ostatnio olejowania włosów.
To nic innego jak natłuszczanie naszych czupryn naturalnymi produktami tj. oliwa z oliwek, olej kokosowy, rzepakowy, z pestek winogron, czy mix olejków naturalnych zamkniętych w oliwce dla dzieci HIPP.
Ponieważ w sieci roi się od porad, technik olejowania włosów ja przytoczę tu dwa linki, gdzie wyczytać można przydatne informacje

http://vexgirl.blogspot.com/2012/03/olejowanie-wosow-w-piguce.html
oraz
http://anwena.blogspot.com/2012/03/jak-olejowac-wosy-krotka-instrukcja.html

Ja nie będę się rozwijać w tym temacie i dublować czyiś słów. Sama stosuję tę metodę stosunkowo niedawno, nie jestem systematyczna niestety (raz na dwa tygodnie), ale staram się jak mogę. Po przykładowo godzinnym seansie z olejowym czepkiem na włosach myję je (najlepiej głęboko oczyszczającym szamponem np. Seanik od Lush) a następnie nakładam maskę głęboko nawilżającą, bądź odżywkę traktując ją jak maskę (np. Biovax), po kolejnej godzinie spłukujemy ją i układamy włosy jak zwykle. Sądzę, że każda z Was zauważy różnicę w dotyku swoich włosów.
Produktami przeze mnie używanymi są:
Olej kokosowy (będący przydatny do włosów oraz do smażenia:)


Oliwa HIPP (tej z Johnson'sa raczej do włosów nie używam, a zdjęcie zrobione było na potrzeby innego postu).

 Obecnie w testach jest także pielęgnacyjny olejek dla dzieci z Rossmanna.


Każdy z tych produktów, zastosowany zgodnie z podaną przeze mnie wcześniej metodą pozostawia moje włosy mięciutkie, lśniące, gładkie i przyjemne w dotyku. Metoda jest warta wypróbowania.

***
 Nareszcie koniec :D

Pozdrowionka.

eM.

niedziela, 15 stycznia 2012

Leniwa niedziela

Uwielbiam tzw. leniwe niedziele, następujące po "intensywnej sobocie". Takie dni przeznaczam na nicnierobienie, bądź też zabawy w domowe spa.

Relaks buzi zapewniała mi maseczka - dziś na fejsie "tajski kwiat lotosu" Planet Spa z Avon-u. 

Produkt ma za zadanie głęboko oczyścić Nasze pory - te na twarzy:) Efekty zapewne nie będą widoczne po pierwszym użyciu, dlatego też od dziś rozpoczęłam testowanie.
Dodatkowym "bajerem", który w sumie najbardziej do mnie przemówił podczas zapoznawania się z ofertą katalogową, było to, że maska zmienia kolor po aplikacji.WoooW, z fioletowego na biały :|
W sumie rzeczy szału ni ma. Koszt 9,90 za 75 ml - przyzwoicie.

Kwiat Lotosu na wstępie mnie nie urzekł, lecz pielęgnacyjna seria do twarzy Planet Spa jest niczego sobie.
W swym kosmetycznym składziku posiadam:
- wygładzającą - ryż i sake - peel off (ulubiona :)
- odświeżającą - greckie morza - peel off
- maseczkę błotną, z minerałami z morza martwego, (absorbuje sebum, zmniejsza pory)
- kremowy peeling z białą herbatą nadający skórze promienności.

Jeśli chcemy zobaczyć rezultaty, to podstawą jest systematyczność (i kto to mówi?!). Maseczki tego typu, dobrze jest robić choćby dwa razy w tygodniu.


***

Uwieńczeniem błogiego lenistwa był smakowity, szybki posiłek. Mmm...


I tak, z uśmiechem na.... talerzu kończę niedzielę, tydzień i ten post.

xoxo

Em.