Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do włosów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2012

Moja WŁOSka historia cz. II - pielęgnacja

Kontynuacja mej WŁOSkiej sagi tyczyć się dziś będzie pielęgnacji. To chyba będzie jeden z najdłuższych postów, mojej blogowej karierze, nie dziwcie się więc, że pisanie go zajęło mi ponad tydzień :)
Kosmetyków typu maski, odżywki, olejki do włosów przerobiłam mnóstwo i wciąż mi mało, szukam tego the one and only :).
Po wielu latach testów wiem, że z produktami drogeryjnymi ciężko mi się zaprzyjaźniać. Sięgam więc głębiej, po te profesjonalne. Przede wszystkim przoduje firma L'Oreal ze swoimi różnorakimi seriami, a także Biovax, Farouk, a od niedawna także Aussie oraz inne.
Lista produktów, z którymi się jeszcze nie zapoznałam jest krótsza. Marzy mi się American Cream od Lush, który zdobył sławę dzięki urodowym kanałom YouTube. Przyznam się też, że ze skąpstwa, bądź z rozsądku nie próbowałam nigdy produktów Kerastase. Zżera mnie ciekawość - fakt, ale półka cenowa jest zbyt wygórowana.
Do dzieła:
Odżywki, to szybki sposób na pielęgnację włosów tuż po oczyszczeniu ich szamponem. Nie trzeba ich trzymać niemiłosiernie długo na głowie, zwykle ładnie pachną i można znaleźć dla siebie taką, jaka najbardziej będzie służyć naszym czuprynom. Wygładzająca, chroniąca kolor, dodająca blasku, objętości, regenerująca...
Moje włosy bez odżywki w ogóle ze mną nie współpracują. Powstaje jeden wielki kołtun i nie da się ich rozczesać. Preferuję odżywki do spłukiwania, ostatecznie, jak się baaardzo spiesszę w spray'u - bez spłukiwania, lecz jednak za często staram się w ten sposób nie obciążać moich włosów.
Będąc na wyjeździe, na wakacjach łatwiej nałożyć na 2-3 minuty odżywkę, niżeli chodzić w turbanie przez pół godziny z maską, czy innym wynalazkiem - od tego mam weekendowe SPA domowe :)

Znalazłam w sieci miniprzewodnik dla laików, którzy chcieliby rozpocząć dopiero swą WŁOSką przygodę rozpieszczając swe czupryny.

"Pielęgnacja krok po kroku:
- Nie aplikuj zbyt dużej ilości kosmetyku.
Im mniej, tym lepiej. Nadmiar odżywki może obciążyć włosy i utrudni spłukanie. Kosmetyk nie powinien wyciekać ci z dłoni.
- Przerzuć włosy do przodu,
 a będzie ci łatwiej zacząć nakładanie odżywki od końcówek. Powoli i stopniowo rozprowadzaj ją na całej długości włosów. Najwięcej odżywki nanieś na zniszczone partie.
- Nigdy nie wcieraj odżywki w skórę głowy,
 aby nie wywołać podrażnienia, łojotoku czy łupieżu. Do wcierania służą inne preparaty.
- Uważaj, aby odżywka nie dotykała skóry twarzy.
Może bowiem przyczynić się do powstania reakcji alergicznych i trądziku. Spłukuj ją zawsze do tyłu, w kierunku pleców.
- Przetrzymywanie dłużej odżywki
do spłukiwania nie zaszkodzi włosom, ale też nic im nie da. Czas określony na opakowaniu jest wystarczający, by włosy wchłonęły wszystkie niezbędne im składniki. Więcej naprawdę nie będą w stanie.
- Jeśli masz włosy cienkie i delikatne,
 a jednocześnie zniszczone, zastosuj dwuetapową pielęgnację. Odżywkę regenerującą wetrzyj w końce, a od nasady aplikuj odżywkę zwiększającą objętość.
- Twoje włosy są zniszczone po trwałej lub farbowaniu?
Na całej długości rozprowadź odżywkę odbudowującą, którą spłuczesz, a same końce dodatkowo wzmocnij odżywką bez spłukiwania.
- Przetłuszczają się u nasady?
Wydzielanie sebum ureguluje odpowiedni szampon. Odżywki stosuj tylko na same końce.
- Jeżeli twoje włosy się plączą,
 przeczesuj je podczas nakładania odżywki. Uważaj, aby nie dotykać skóry głowy.
- Nie funduj włosom
silnego odżywienia przed wielkim wyjściem. Staną się ciężkie i nie będą chciały się układać."

Źródło

Na pierwszy ogień, coś dla rasowych blondynek -  niebieska odżywka SCANDIC LINE, wypłukująca żółtą poświatę z włosów siwych i blond. 1000 ml produkt w cenie nie wyższej niż 15 zł, z wygodną pompką, polecam jak najbardziej. Spełnia swoje zadanie, przyjemnie pachnie i jest bardzo wydajna. Gdy kończy mi się niebieski szampon zawsze mam tę niekończącą się odżywkę, a przy połączeniu szamponu z odżywką włosy są na serio platynowe! :)


Kolej na odżywki do włosów Diplona Professional  "występowały" już na moim blogu. Produkty te dostępne są okresowo w Biedronce. Mają pojemność 600 ml za 9,90.
Linia tych produktów rekomendowana jest przez niemieckiego Mistrza Fryzjerstwa Dietera Brunneta.
Czerwona nakrętka to produkt do włosów farbowanych i rozjaśnianych "z kompleksem witamin i filtrem UV chroni włosy przed utratą koloru". Po aplikacji nie mam problemów z rozczesywaniem, ładny zapach, lekko kwiatowy pozostaje na włosach, nie jest drażniący.
Pomarańczowy korek to produkt regenerujący, przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. "Zawiera nawilżający Panthenol i białka pszenicy, dzięki którym włosy stają się miękkie, jedwabiste i lśniące. Nadaje włosom promienny wygląd oraz sprawia, że włosy łatwiej się rozczesują".
Skład produktu jest dość chemiczny - alkohol, parabeny :( , tak więc dla zwolenników EKO może pozostawiać wiele do życzenia.
Ja jestem zadowolona z efektów jakie pozostawia na mej głowie, dlatego gdy nie mam nic innego - sięgam po nie.

Źródło

Wiele radości sprawia mi używanie produktów z atomizerami. Łatwo, sprawnie, rachu ciachu, bez bałaganu.

Kolejny produkt, także z pompką to odżywczy balsam do włosów suchych i zniszczonych węgierskiej firmy Kallos. Oczywiście jak zwykle ja, połasiłam się na tani produkt, o dużej pojemności (1000 ml, za ok. 10-12 zł) i jak na tym wyszłam? Mam duuuuży "krem do golenia nóg"...
Zapach jest chemiczny, specyficzny dla produktów fryzjerskich, nie wiem jaką nutę zapachową mu przypisać:) nie chciałabym używać wulgaryzmów.
Producent pisze, iz balsam powoduje, że włosy stają się wzmocnione, odżywione i odbudowane, a także miękkie i gładkie. Ta jasne...
Nie polecam tego produktu dla włosów rozjaśnionych, farbowanych, nie wiem jak sprawdza się na innych włosach, może ktoś coś wie?


Trudnodostępniak, o którym teraz będzie mowa to produkt, który stworzyła australijska firma Aussie. 3 - minutowy cud:) - Aussie 3 minute miracle (hit kanałów urodowych YouTube) jest głęboko wnikająca we włosy odżywką, o bardzo fajnym, egzotycznym zapachu (kojarzy mi się z kosmetykami do opalania w solarium). Niestety jest silikonową bombą. 236 ml to koszt ok. 35 zł, dużo fakt, ale nie żałuję wydanej kasy.


Produktu używałam najczęściej w wakacje i teraz strasznie z tą porą roku mi się kojarzy. Nie robi nic nadzwyczajnego z włosami, poza standardowo zmiękczaniem ich, podbijaniem koloru włosów, ułatwia rozczesywanie i pozostawia miły zapaszek na herach.
Wersja fioletowa występuje w USA, zaś w UK dostać można białe opakowanie.


Koszt jest podobny, w granicy 30 zł za 250 ml. Moja odżywka jest z jakiejś limitowanej edycji i niestety nie pachnie tak kusząco jak ta fioletowa.Ciekawa jestem, czy ta standardowa wersja jest zapachowo taka sama?Poza tym nie różni się niczym innym, włosy są miękkie i miłe w dotyku.

Ostatnim z tej serii produktem jest jeden z nowszych nabytków włosowych, szwedzkiej firmy CeCe, dostępnej w Super Pharm. Swego czasu miałam podobną linię z jedwabiem (w błękitnych opakowaniach), bardzo ją sobie chwaliłam, biorąc pod uwagę to, że są to kosmetyki drogeryjne.
Ta seria, przebosko pachnie czereśnią (a zapach utrzymuje się na włosach przez cały dzień), ponadto przeznaczona jest do włosów farbowanych, rozjaśnianych, zniszczonych zabiegami fryzjerskimi - czyt. moje włosy.
Odżywka posiada filtry UV, chroni nasz kolor przed wyblaknięciem, a także opóźnia proces zmywania się koloru. Zawarta w produkcie keratyna, czyli naturalny budulec włosa,  ma za zadanie rekonstruować jego uszkodzoną strukturę.
Używając szamponu i odżywki z tej samej linii włosy bardzo dobrze mi się układają, przede wszystkim nie mam problemu z ich rozczesywaniem, przez co mniej wypadają.
Pojemność 300 ml - obecnie za 10 zł w promocji Super Pharm, zaś cena regularna sięga dwudziestu paru złociszy. Uważam, że warto się skusić, choćby dla samego zapachu.


***

Następna tura to odżywki do włosów w sprayu.
Jak wiadomo produkty tego typu są bardzo wygodne w użyciu, kuszą zapachem, nie trzeba ich spłukiwać. Kilka psiknięć powinno ułatwić rozczesywanie włosów, niekiedy dodać blasku i delikatnie odżywić. Więcej na ich temat raczej nie ma się sensu rozpisywać.
Posiadam 3 tego typu produkty. Używam ich wymiennie, gdy dana odżywka/maska nie wygładziła moich włosów i mam problem z rozczesaniem ich, albo gdy chcę uzyskać efekt naturalnych fal, bez jakiś usztywniających pianek czy lakierów.
Pierwszym z nich jest nawilżająca odżywka w sprayu do każdego rodzaju włosów od Avon, o bajecznym zapachu orzecha macadamia i aloesu . 125 ml kosztuje ok. 7 zł w promocji.
Stosując ją na mokre wosy ułatwia rozczesywanie, jednak przy większej aplikacji, pozostawiona do zamoistnego wyschnięcia skleja je.


CHI keratin mist od Farouk to kuracja nawilżająca i wzmacniająca do każdego rodzaju włosów.
Keratyna, ceramidy i naturalny jedwab w niej zawarty nawilżają, wzmacniają włosy, nadając im połysk i gładkość. 300 ml ok. 30 zł. Nie stwierdziłam żadnych nadzwyczajnych efektów używając tego produktu. No może poza wydajnościa, bo mam problem z jej zużyciem:)


Ostatnim "psikaczem" jest Aussie Miracle Hair Insurance - znamy się od niedawna, ale już mnie pozytywnie zaskoczyła. odżywka pachnie jak 3minutowa maska, z tej samej serii, przeznaczona jest do włosów farbowanych, nadaje im koloru i blasku, bla bla bla, jak wszystkie. Dzis użyłam jej przy układaniu włosów, do efektu tych naturalnych fal i włosy nie są w ogóle posklejane (jak przy tym avonowskim ustrojstwie;) Gorzej z ceną i dostępnością, 250 ml, to koszt ok. 5 funtów, dostępny w UK, USA, bądź na allegro, czy ebay.



***

Następna część dotyczyć będzie chyba najbardziej lubianego przeze mnie produktu i związanego z nim rytuału. Mowa oczywiście o maskach do włosów.
Maski w odróżnieniu od odżywek mają o wiele silniejsze działanie na nasze włosy. Przy nakładaniu maski dobrze jest zarezerwować sobie minimum 10-30 minut, by produkt mógł wejść w głąb naszych włosów, regenerując je, poprawiając ich stan. Po zaaplikowaniu maski można nałożyć sobie na głowę foliowy czepek, albo zwykłą reklamówkę, w wersji hard owinąć wsio jeszcze ciepłym ręcznikiem i pozostawić taki kompres na ten choćby minimalny czas. Wtedy efekt da się odczuć już po pierwszym użyciu danej maski, a i zapach dłużej i intensywniej utrzymuje się na włosach. Wykonując takie zabiegi 1-2 razy w tygodniu możemy być pewne, że włosy (które codziennie katujemy suszarkami, prostownicami, gumkami, wałkami) będą nam wdzięczne i być może, przy systematycznych zabiegach zregenerują się i nabiorą zdrowego blasku.

Parę dobrych lat temu koleżanka fryzjerka namówiła mnie na jeden z pierwszych produktów o dużej pojemności z przeznaczeniem dla salonów fryzjerskich - mowa o  mlecznej masce Crema Al Latte Serical od Kallos. Budyniowa konsystencja bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, a zapach - zapach nieziemski, waniliowy, migdałowy, słodziutki jak prawdziwy budyń. Śmieszna cena chyba 13 zł za 1000 ml skusiła mnie tym bardziej. Proteiny pozyskane z mleka delikatnie odżywiają nasze włosy, pozostawiając przyjemny zapach, do następnego mycia.
Malutki minus - moje włosy nie chcą się po niej gładko rozczesywać, są szorstkie, nieprzyjemne w dotyku. Używam jej więc sporadycznie, głównie z sentymentu i dla boskiego aromatu.

 
Kolejne produkty, to te, które zdążyłam już zużyć - i właśnie w poście dotyczącym zużyć o nich dogłębniej napisałam. Matrix, Absolute Repair od L'Oreal oraz Macadamia Natural Oil - dla osób lubiących inwestować więcej pieniążka w produkty do włosów. Oraz Biovax od L'Biotica, doskonały produkt drogeryjny, nadający sie do wyżej wspominanych domowych, 30-minutowych kompresów.

 




 


Ostatnia sprawa maskowa, to śródziemnomorska odżywcza maseczka do włosów z Avonu z serii Planet Spa. Ma specyficzny zapach, lekko oliwkowy (czego nie lubię), bogaty w parabeny, alkohol, etc. Wystarczy 10 minut, by włosy nabrały miękkości i łatwo się rozczesywały. Poza tym nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów po jej stosowaniu. Przystępna cena, łatwodostępna. Ok. 20 - 30 zl za 200 ml.






 Ostatnim segmentem kosmetyków pielęgnacyjnych używanych przeze mnie są inne - czyli olejki, serum, itp.
Pod lupę idzie L'OREAL Expert Absolut Repair Thermo Repair - termoaktywne mleczko odbudowujące i chroniące przed wysoką temperaturą .
Jak pisze producent "pielęgnacja termoregenerująca włosów pomaga odbudować i chronić włókno włosa oraz ułatwia suszenie włosów. Włosy odzyskują naturalną witalność, są wyraźnie mocniejsze, lśniące i jedwabiście gładkie, a struktura włosa pozostaje odbudowana".
Produkty z serii Absolut Repair są przeznaczone do włosów potrzebujących silnej regeneracji, nie ma więc sensu tak intensywnych kosmetyków stosować profilaktycznie. Składniki produktu  głęboko wnikają wewnątrz włosa, racząc go substancjami odżywczymi tj. kwasy AHA, ceramidy, filtry UV.
Kosmetyk można stosować jako taką maskę bez spłukiwania, pachnie jak kosmetyki u fryzjera:) Po wielokrotnym użyciu nie zauważyłam wielkich efektów. Produkt porównywany jest ze sławetnym cementem termicznym Kerastase - jak jest w rzeczywistości nie wiem, nie miałam.
Pojemność: 150 ml, w granicach 30-40 zł. Sądzę, że spokojnie można znaleźć tańszy odpowiednik tegoż produktu.



Następne na tapetę idą miniwspomagacze. 
Jedwab CHI od Farouk, to zdaniem producenta jedwab do włosów. Kolejna silikonowa mieszanka, ale najwidoczniej moje włosy LUBIĄ TO. Stosuję go niezmiennie od lat. Wersja BIOSILK nie odpowiada mi zapachowo, ta zaś jest w porządku. Zawsze kupuję te 15 ml miniwersję za ok.5-10 zł. Kropelkę produktu wcieram w końcówki włosów. To maleństwo wystarcza mi na ponad miesiąc. Nie mogę powiedzieć, że jest to produkt na szóstkę, ale sądzę, że musi trochę (jak obiecuje producent) chronić je przed wysoką temperaturą, bo inaczej, przy codziennym suszeniu zostałyby mi tylko trzy włoski na krzyż:)



Podobnym produktem tego typu jest olejek Macadamia Healing Oil Treatment. Nie testowany na zwierzętach, bez parabenów i SLSów, skracający czas suszenia włosów o 50% 10 ml olejek w diabelskiej cenie 20 zł (ok. 50 zł za 30 ml) . Oszczędnie jednak, przy prawie codziennym używaniu (kropelka dziennie na końcówki przede wszystkim) wystarczył na ok. 4 m-ce. Włosy nie plątały się, łatwo rozczesywały, ładnie pachniały. Godny uwagi, gdyby nie odstraszająca cena.


Idąc tropem olejowania włosów swego czasu Avon miał w swej ofercie mini-olejki do nakładania na gorąco, przed myciem głowy. Zupełnie o nich zapomniałam. 50 ml kosztuje ok. 20 zł. Na chwilę przed użyciem wkładamy do pojemnika z gorącą wodą, by się rozgrzał, następnie tłuścimy swoje włosy, trzymając ok. 20-30 min., potem normalnie myjemy. Włosy po całym zabiegu są błyszczące i miękkie, łatwo je także rozczesać.

Ostatnia seria kosmetyków to produkty potrzebne do popularnego ostatnio olejowania włosów.
To nic innego jak natłuszczanie naszych czupryn naturalnymi produktami tj. oliwa z oliwek, olej kokosowy, rzepakowy, z pestek winogron, czy mix olejków naturalnych zamkniętych w oliwce dla dzieci HIPP.
Ponieważ w sieci roi się od porad, technik olejowania włosów ja przytoczę tu dwa linki, gdzie wyczytać można przydatne informacje

http://vexgirl.blogspot.com/2012/03/olejowanie-wosow-w-piguce.html
oraz
http://anwena.blogspot.com/2012/03/jak-olejowac-wosy-krotka-instrukcja.html

Ja nie będę się rozwijać w tym temacie i dublować czyiś słów. Sama stosuję tę metodę stosunkowo niedawno, nie jestem systematyczna niestety (raz na dwa tygodnie), ale staram się jak mogę. Po przykładowo godzinnym seansie z olejowym czepkiem na włosach myję je (najlepiej głęboko oczyszczającym szamponem np. Seanik od Lush) a następnie nakładam maskę głęboko nawilżającą, bądź odżywkę traktując ją jak maskę (np. Biovax), po kolejnej godzinie spłukujemy ją i układamy włosy jak zwykle. Sądzę, że każda z Was zauważy różnicę w dotyku swoich włosów.
Produktami przeze mnie używanymi są:
Olej kokosowy (będący przydatny do włosów oraz do smażenia:)


Oliwa HIPP (tej z Johnson'sa raczej do włosów nie używam, a zdjęcie zrobione było na potrzeby innego postu).

 Obecnie w testach jest także pielęgnacyjny olejek dla dzieci z Rossmanna.


Każdy z tych produktów, zastosowany zgodnie z podaną przeze mnie wcześniej metodą pozostawia moje włosy mięciutkie, lśniące, gładkie i przyjemne w dotyku. Metoda jest warta wypróbowania.

***
 Nareszcie koniec :D

Pozdrowionka.

eM.

środa, 7 marca 2012

ZuŻyci...


Dziś chciałabym wspomnieć o produktach, których używałam, przez ostatnie parę miesięcy.


Zobaczywszy denka, postanowiłam po raz pierwszy stworzyć tego typu post, być może nie ostatni...

Większości "zużytych", to kosmetyki do włosów. Niektóre z produktów już dawno mi się pokończyły, a opakowania trzymam na wszelki wypadek (np. do przelewania jakiś specyfików).

Ogólnie rzecz biorcą nie zawsze jestem dobrym przykładem sumiennej "zużywaczki" kosmetycznej.
Gdy dany produkt mi się spodoba, a nie był tani/łatwodostępny oszczędzam go jak mogę, a otwieram kolejne opakowanie jakiegoś odpowiednika. Tym sposobem np. korzystam równocześnie z 4 kremów do twarzy, 2 mleczek do demakijażu, 3 żelach do buzi, o serii różności do włosów wspominać lepiej nie będę.
Walczę z tym jak mogę i obiecuję sama sobie, że dopóki nie wykorzystam tego co mam (pochowanego we wszystkich szufladach, pudełkach,  itp.), nie otworzę/nie kupię nowych dupereli, aj promis ;)


Przechodząc do meritum...


Na pierwszy ogień pójdzie sławetny płyn micelarnego Bioderma Sensybio H2O.
Krótko o nim:
Produkt, mający za zadanie zmywać makijaż, oczyszczać twarz, z przeznaczeniem dla skóry wrażliwej. Bioderma zawładnęła świat jutubowy/blogowy, podbiła serca urodowych guru. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła jego działania na własnej skórze.
Pojemność/Cena:
Ja miałam 100ml buteleczkę za 10 zł, wyrwaną dawno temu z Super Pharm. Zwykle Bioderma sprzedawana jest 250ml/40 zł, 500ml/60 zł.
Moja skromna opinia:
Płyn ten robił co ma robić, to jest - nawilżał twarz, bezproblemowo usuwał resztki makijażu twarzy i oczu, buzia pozostawała niepodrażniona, gładka. Osobiście jednak nie nazwałabym go Kosmetykiem Wszech Czasów, być może dlatego, że ogólnie nie przepadam, za tego typu konsystencjami - wolę mleczka, emulsje. Ale o tym za chwilkę.
Czy kupiłabym ten produkt ponownie? 
Na miniaturowe opakowanie na pewno się kiedyś skuszę (o ile będzie dostępne). Produkt pełnowymiarowy nie wchodzi w rachubę, bo wiem, że używanie produktu nie będzie sprawiało mi przyjemności.


Produkt kolejny, Garnier Skin Naturals, Podstawa Pielęgnacji, Mleczko do demakijażu do skóry suchej i wrażliwej z wyciągiem z róży i mikroolejków oczyszczających.


Krótko o nim:
Delikatne mleczko do buzi ma za zadanie zmyć makijaż, nawilżyć skórę, przeznaczony również dla wrażliwców.
Pojemność/Cena: 200ml/ok. 10zł - mnie udało się go kupić za 5 zł na promocji w TESCO (dlatego w ogóle się nie wahałam z zakupem).
Moja skromna opinia:
Uwielbiam produkty do demakijażu o konsystencji mleczka/emulsji. Zmywanie nim oczu było czystą przyjemnością. Oczy nie były podrażnione, nie miałam takiej mgiełki przed oczami po aplikacji, (jeśli wiecie o co mi chodzi), co przy niektórych kosmetykach tego typu mi się zdarza.
Produkt ładnie pachnie, twarz po nim pozostaje lekko nawilżona, nie uczula mnie.
Czy kupiłabym ten produkt ponownie? 
Jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja (czytaj: zużyję 5 następnym zamienników, które już czyhają w szufladzie - m. in. jego "zielony brat" - do cery normalnej i tłustej) jak najbardziej skuszę się na niego ponownie.

Next, Płyn do kąpieli Avon - Bubble Bath - Spiced Cranberry and Orange.



Krótko o nim:
Jak sama nazwa wskazuje płyn do kąpieli, "delikatnie myjący" - jak to określił producent. 
Pojemność/Cena: 500ml/ok. 10 zł
Moja skromna opinia:
Boski zapach przyprawionej żurawiny i pomarańczy. Bąbelki robi, uprzyjemnia kąpiele w wannie, cena przystępna, czegóż chcieć więcej od tego typu kosmetyku?
Czy kupiłabym ten produkt ponownie? 
Sądzę, że zdecyduję się na kolejną butlę, ale może w innym zapachu.




Podczas kąpieli ważne było dla mnie pilingowanie ciała. Nie zawiódł mnie mój wielomiesięczny, a nawet nie wiem, czy nie wieloletni przyjaciel - 
Dax Cosmetics, Perfecta SPA, Cukrowy peeling do ciała czekoladowo - kokosowy.

Krótko o nim:
Złuszczająco - ujędrniający piling do całego ciała, o boskim, słodkim zapachu. Redukuje cellulit?, poprawia krążenie (jeśli dodatkowo korzystamy z szorstkiej rękawicy do masażu). Po "zabiegu" scrubowania ciała skóra pozostaje nawilżona, zmiękczona, daje się wyczuć efekt pozostawionego lekkiego filmu na skórze.
Pojemność/Cena:
225 ml/ok. 13 zł (zwykle wyhaczam go na promocjach).
Moja skromna opinia:
Jestem bardzo zadowolona z tego produktu, zawsze powracam do niego z miłą chęcią, spełnia moje wymagania, w kwestii złuszczania naskórka, a przy tym nieziemsko pachnie. Cena jest adekwatna do jakości, namówiłam do skorzystania wiele koleżanek, bo jest to produkt godny:)
Czy kupiłabym ten produkt ponownie?
Jak najbardziej, jestem na TAK!

 

Kolejno,CHANTAL Prosalon SREBRNY SZAMPON do SIWYCH blond.
Krótko o nim: Tzw. niebieski szampon dla jasnowłosych. "Neutralizuje niepożądany żółty odcień włosów po rozjaśnianiu lub koloryzacji
oraz nadaje delikatny srebrno-popielaty kolor włosom siwym.
Zawiera proteiny jedwabiu i ekstrakt z bambusa, które mają działanie nawilżające.
Po zastosowaniu włosy zyskują jedwabistą gładkość i połysk. 
Nie obciąża włosów".
Źródło
Pojemność/Cena: 500ml/ok. 9 zł
Moja skromna opinia:
Szampony tego typu powinny być nieodzownym elementem każdej blondynki. Szampon spełnił swoje zadanie. Marka jest wg mnie bez znaczenia, najważniejszy jest tutaj efekt, czyli wypłukanie żółtej poświaty na włosach/pasemkach poprzez takowy "niebieski szampon". Dodatkowo atomizer jest olbrzymim ułatwieniem aplikacji tego typu produktów - duży plus za to. Przyjemny zapach, przystępna cena, gorzej z dostępnością. .
Czy kupiłabym ten produkt ponownie?
Skuszę się na następne opakowanie, jeśli tylko nadarzy się sposobność, podczas zakupów w sieci.

LOREAL - MATRIX COLOR SMART MASKA - regenerująca maska do włosów farbowanych.

Krótko o nim:
Fioletowa seria Loreal, Matrix Color Smart przeznaczona jest do włosów po koloryzacji. Maska ta ma za zadanie intensywnie odbudowywać włosy, wygładzić łuski włosa,odżywić,rozświetlić kolor.

Pojemność/Cena:
500ml/ok. 60 zł, 250ml/30 zł.

Moja skromna opinia:
Seria Matrix, była chyba moim pierwszym profesjonalnym/fryzjerskim zestawem kosmetyków do pielęgnacji włosów, zakupionym za pierwsze zarobione pieniądze. Być może stąd mój sentyment, do produktów, zapachu.
Moje włosy po masce zawsze gładko się rozczesywały, na włosach pozostawał przyjemny zapach. Ciężko jest mi charakteryzować te aromaty, ponieważ nie da się jasno powiedzieć, że pachnie np. kwiatkami, ale zapach jest specyficzny dla produktów fryzjerskich, miły, nie drażniący nozdrzy:)
Produkt jest wydajny, słoik wystarczał mi na ok. 3 m-cy, przy codziennym myciu głowy.
Ja swoje ostatnie opakowanie zakończyłam ponad pół roku temu, obecnie, z tego co się dowiadywałam ceny produktów Matrix poszły trochę w górę, zmieniła się także szata graficzna - nie wiem, co z formułą produktu.
Czy kupiłabym ten produkt ponownie?
Być może tak, m.in. ze względu na wspominany sentyment, a także dlatego, że wiem, że był do produkt, który mnie nie zawiódł.




Następny hit dekady L'Biotica BIOVAX - intensywnie regenerująca maseczka do włosów BLOND.
Krótko o nim: Tego produktu chyba nie trzeba opisywać - zdjęcie powie wszystko: 




Pojemność/Cena: 250 ml/15 zł (w promocji)

Moja skromna opinia: Również parę dobrych lat temu ktoś doradził mi, bym chcąc odbudować swoje włosy zaopatrzyła się w wosk do włosów "WAX henna" (coś w podobnym brzmieniu), produkt, z przeznaczeniem, dla ludzi po chemioterapii, dostępny tylko w aptece. Produkt tamten rzeczywiście mi pomógł. Ale później nigdzie nie mogłam go znaleźć.
W roku 2011 powróciła moda na tego typu "wynalazki", z tym, że wspomnianego wcześniej WAXa, zastąpił produkt L'Biotica, o bardzo podobnym wyglądzie wizualnym, działaniu, zapachu i konsystencji, ogólnodostępny.
Zakupiłam produkt, zużyłam, znacznej poprawy kondycji włosów nie zauważyłam, być może dlatego, iż nie zawsze stosowałam metodę podaną na opakowaniu - min. 20 min. na głowie. Produkt reklamowany jest jako nie zawierający SLSów i parabenów, co jest świetną alternatywą, pośród wszystkich produktów dostępnych na rynku.
Czy kupiłabym ten produkt ponownie?
Sądzę, że skuszę się na tę maskę, ale nie wiem której firmy. 


Kolejno, Loreal Professionnel Absolut Repair - Maska regenerująca włosy bardzo uwrażliwione 200 ml
Krótko o nim:
Jak twierdzi producent produkt stworzony z myślą o włosach zniszczonych, suchych, uszkodzonych, łamliwych i osłabionych. Odżywia, nawilża i wygładzenie łuski włosów, odbudowuje oraz powoduje powstanie zabezpieczającej warstwy ochronnej. Zawiera silikony pochodzenia naturalnego poprawiające kondycję włosów. Nadaje miękkość, połysk, posiada filtr UV.
Maska ma regenerować włosy ZNISZCZONE, to też używanie jej do włosów normalnych, w dobrej kondycji, jest przeciwwskazane, bo może je nadmiernie obciążyć.
Pojemność/Cena: 200 ml/ok. 40 zł (w salonach fryzjerskich 60-70 zł).
Moja skromna opinia: Bardzo przyjemnie zużywało mi się ten produkt.Włosy rzeczywiście nabrały po nim blasku. Aplikacja maski i trzymanie jej na głowie (3 min. kuracja) nie jest czasochłonna, a więc codziennie mogłam "naprawiać" swą czuprynę. Włosy długo utrzymują przyjemny, świeży zapach maski. (znów ciężko mi go do czegoś przyrównać). Jest to produkt wart uwagi i wart swojej ceny.
Czy kupiłabym ten produkt ponownie?
Zakupię go ponownie, gdy tylko skończę wszystkie zapasy podobnych produktów:)


Ostatni na liście jest także rozreklamowany w świecie wirtualnym jakżeby inaczej, produkt do włosów - maska Macadamia Deep Repair Masque.

Krótko o nim: Odbudowuje, regeneruje, odżywia, czupryny suche i zniszczone. Produkt cieszący się dużym powodzeniem w USA. Dystrybutor w Polsce pisze o nim: "Połączenie olejków macadamia i olejku argan wraz z olejkiem z drzewa herbacianego, olejkiem rumiankowym oraz ekstraktami z aloesu i alg odżywia i odbudowuje zniszczone włosy pozostawiając je głęboko nawilżone. Włosy są sprężyste i lśniące przez długi czas".


Pojemność/Cena: 30ml/20 zł, 250ml/103 zł, 500ml/185 zł.
Moja skromna opinia: Ponieważ jak widać powyżej często ulegam wpływom Jutuba i blogów. Jak na coś się uprę muszę to mieć - no skoro było zachwalane robi takie cuda z włosami, to jak mogłabym tego nie spróbować?!? No helou?! Tak też było w tym wypadku. Na szczęście (dzięki małemu rozsądkowi, któremu z tego miejsca chciałam serdecznie PODZIĘKOWAĆ:)) kupiłam miniaturkę, jak widać w saszetce, 30 ml produktu (do tego w zestawie był 10ml olejek, a całość kosztowała 35,01, o czym pisałam tu). Maska wystarczyła mi na 5-6 użyć. Wbrew pozorom jest bardzo wydajna i znów podkreślę, że ma niesamowity zapach, co lepsze bardzo zbliżony do poprzedniego ZuŻytego - Absolut Repairod Loreal.

Ażeby maska zaczęła działać, dobrze potrzymać ją na głowie przez ok. 10 min., jeszcze lepiej jakby założyć turban, czy ciepły ręcznik, wtedy efekt może być jeszcze bardziej odczuwalny.
Zapach pozostaje na włosach przez cały dzień.
Wszystko ładnie pięknie, tylko czemu tak drogo?
Czy kupiłabym ten produkt ponownie? Mój wybryk z zakupem był raczej jednorazowy. Jest mi po prostu szkoda kupić ZA TAKĄ KASĘ większe opakowanie, z bólem serca. No chyba, że wygram w totka :) Sądzę, że na Naszym rynku można spokojnie znaleźć mnóstwo zamienników o podobnych właściwościach, za bardziej przystępną dla przeciętnych "kieszeni" cenę.

Być może moje spostrzeżenia nt. zużytych produktów się komuś na coś przydadzą. Nie mam zbyt dużej wiedzy, co do czytania składów tych wszystkich ustrojstw, to też milczę. Może, któraś z Was używała, któregoś z produktów? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Chętnie powymieniam się opiniami?

xoxo

eM.

wtorek, 10 stycznia 2012

Wyznania zakupoholiczki cz. 1

Korzystając z weny na pisanie wyznam dziś także ostatnie zakupowe grzeszki, niewielkie, tyciutkie:)

Poza lakierami z Golden Rose, o których wspominałam jakiś czas temu nabyłam również wysławiany na YT puder prasowany SYNERGEN dostępny w drogerii Rossmann.

Antybakteryjny puder w kompakcie, ma zapobiegać byszczeniu się.
Skuszona promocją zainwestowałam sześć złociszy i testuję od paru dni.

O efektach mówić za wcześnie.

Na chwilę obecną jedynie przeszkadza mi brak lusterka.

Jeśli za tę cenę mogłabym mieć taką przysłowiową "puderniczkę" do torebki, która rzeczywiście będzie matowić me lico, to będę przeszczęsliwa:)



Kolejnym produktem,a raczej produktami, na który naciągnęłam sama siebie jest mini seria kosmetyków do włosów MACADAMIA.

Pierwszy raz usłyszałam o masce do włosów z tej serii u jutubowiczki RockGlamPrincess , potem parę słów napisała  Paulina o tutaj.
Ponieważ jedna z firm będąca dystrybutorem w/w kosmetyków mieści się w mym mieście postanowiłam przetestować na własnej skórze, a raczej włosach (na punkcie, których mam hopla, bzika, świra,itp., itd...) zainwestowałam dokładnie 35.01 zł, by zakupić mini zestaw, zawierający - 30 ml maskę do włosów, która przy moich długich, rozjaśnianych, bardzo rozjaśnianych włosach ma wystarczyć na 3-4 użycia, ma hery także zregenerować, nadać im blasku, a także co ciekawe skrócić czas suszenia włosów oraz 10 ml olejek,
mający za zadanie przywrócić połysk i nawilżenie włosów suchych i zniszczonych (czytaj -> moich włosów).
Co ciekawe produkty tej serii są wolne od parabenów, a składniki nie są pochodzenia zwierzęcego. Brzmi BARDZO interesująco. Jedyne co mnie odstrasza to cena pełnowymiarowych produktów [image: :(]

Przerobiłam już WIEEELE produktów do włosów, z każdej półki cenowej, m.in. Aussie, Biovax, CeCe, Joanna, Kallos, L'oreal, Lush, Ziaja itd., ale wciąż szukam złotego środka, który będzie mnie zadowalał względem efektów, a także będzie kusił ceną i dostępnością.

O pielęgnacji włosów na pewno zamieszczę oddzielny post, bo to mój fiź.

Jutro dzień pierwszy próby Macadamia, zobaczymy jak bardzo się zaprzyjaźnimy:)


Obiecuję już dziś nie "blogować" (:

Em.