Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biedronka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ulubione w styczniu + odrobina paplaniny...

Dzień dobry, cześć i czołem... no chwilę mnie nie było, przyznaję bez bicia, trochę pochłonęło mnie życie, trochę zrobiłam sobie blogowe ferie. Nie będę ukrywać, przerwa była mi potrzebna, bo pisanie tutaj tylko po to, by pisać "zapchajdziurskich" postów mija się w moim przypadku z celem.
Chwila odetchnienia utwierdziła mnie w przekonaniu, że smutno mi bez bloga i wszystkich współtowarzyszących temu reakcji/interakcji.
To tak gwoli wyjaśnienia.
 ***
Bieżący post nie będzie jednak wytłumaczeniem się, bo tylko winny się tłumaczy... Dziś chciałabym zapoczątkować u siebie serię comiesięcznych notek, o tym co przez cały miesiąc najczęściej było w użyciu, czy to kosmetycznie, czy "życiowo", tzw. ulubieńcy.
Styczeń zapewne wszędzie nie rozpieszczał pogodowo. Na przekór mrozom, upajałam się pyszną rozgrzewającą herbatką z Biedronki (cytryna, imbir i miód). Zimową chandrę poprawiała też literatura piękna - "Dom na plaży" Sarah Jio - to druga książka tej autorki, (Jeżynowa zima-poprzednia) przy której czytaniu zużyłam tuziny chusteczek.
U-lubiłam sobie też torbę z przeceny z Tesco - rozmiarowo spełnia moje wymogi, jest czarna=uniwersalna, pomieści ze 20 kg :) nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba :)
W kwestii kosmetycznej - styczeń należał do nowości - kosmetyków, które jeszcze nie królowały na moim blogu. Nie ukrywam, inne kosmetyki używane przeze mnie w ubiegłym miesiącu to moje perełki/KWC - nie chcę Was więc zanudzać entą fotką ulubionego podkładu, czy paletką do konturowania.

Kosmetyczni ulubieńcy stycznia to:
  • Zmywacz do paznokci Sally Hansen z witaminą E i prowitaminą B5. Produkt zmywa każdy lakier, nie wysusza skórek, pozostawia przepiękny zapach.Pojemność 236 ml, cena ok. 10-12 zł (online).
  • Odżywka/serum do paznokci 9w1 Eveline - chciałam sprawdzić różnicę między tą, a 8w1 - poza cyferką i złotą nakrętką różnicy nie widzę (przyznaję, nie wczytywałam się w skład). Odżywka w dalszym ciągu ma mleczny kolor i tak samo utwardza moje paznokcie i wpływa na ich porost. Cena ok. 10 zł (w promocji) za 12 ml.
  •  Lakier do paznokci Astor DE LUXE z włóknami lycra nr 360 purple addiction - pierwszy lakier z tej serii - i już nie jedyny. Świetna, dobrze kryjąca emalia - szeroki pędzelek ułatwiający aplikację, produkt trwały - tego oczekuję. Lakier zakupiłam w jednej z drogerii internetowych.
  • Podkład Rimmel Stay Matte - zakupiony stosunkowo niedawno. Jest ciężki i gęsty, ale ma za to świetne krycie i niewielką cenę (w promocji ok. 15 zł). Na razie go lubię, ale co będzie dalej - nie wiadomo.
  •  Maskara Maybelline Colossal Volum Express - moja pierwsza z Maybelline. Mimo syntetycznej szczoteczki (dziwnie wygiętej) spisuje się naprawdę nieźle, tak samo wygląda - może powinnam przekonać się do niesilikonowych, prostych szczoteczek ;) ?
  • Arganowy olejek naprawczy Balea do włosów suchych i zniszczonych. Ja stosuję go na końcówki, jest niezwykle wydajny, pachnie cudnie, ma niezły skład, ma pompkę :) i... nie jest dostępny w Polsce, co wpływa na jego niekorzyść.

Jestem ciekawa co sądzicie na temat tego typu postów?
Jeśli byłybyście zainteresowane rzetelniejszą recenzją, któregoś z produktów - dajcie znać. Jeśli nie to i tak pewnie coś o nich jeszcze napiszę, bo kilka z nich ma szanse na miano kosmetyku wszech czasów.
Domyślacie się które?

Co u Was słychać? Dawno się nie... "czytałyśmy" ;)

Ściskam mocno i do następnego!
PODPIS

czwartek, 14 lutego 2013

Ja po prostu KOCHAM SIĘ :) vol. 2

Czy wiecie, że... gdyby nie Internet, TV, prasa, cały świat, sklepy, ludzie dookoła zupełnie nie zorientowałabym się, że dziś są Walentynki?
Tablica na facebooku pęka w szwach od słitaśnych fotek, boję się, że mogę zacząć wymiotować tęczą, dlatego przyszłam naskrobać parę słów do Was;)
Tak jak w zeszłym roku pokażę Wam jak bardzo KOCHAM siebie i jak ostatnimi czasy się rozpieściłam:)
Na początek rossmanowska promocja na moje ulubione ostatnimi czasy szampony Alterra, tym razem w wersji morela i przenica oraz bambus i papaja. 6,99 szt. to przyzwoity deal.


Przywieziona przez znajomego z Austrii delikatnie wybielająca i chroniąca dziąsła pasta do zębów Aronal, która cieszy się bardzo dobrą opinią na wizażu;) zobaczymy...


W aktualnej ofercie w Biedrze, zestaw 3pak płatków do demakijażu za 5,55 - nie miałam ich wcześniej, jestem ciekawa jakości.


W przyaptecznej drogerii kosmetycznej kolejna promocja na Pharmaceris'a, tym razem do cery naczynkowej - 8,99 szt. Na razie czeka w kolejce.

Zawierzenie zbzikowanej blondynce, że już nigdy nie zdradzi swojej ulubionej farby do włosów na poczet jakiegoś newsa, brzmi tak samo realnie jak obietnice o odejściu Pani W. Nowickiej;)
Ehm...no więc, zakupiłam nową farbę do włosów Schwarzkopf Color Mask - i nie zawacham się jej niebawem użyć;)) koszt 19.90 w Real'u.

Z myślą o wiosenno-letniej porze w H&M zaopatrzyłam się w oczojebne opaski do włosów (wybaczcie, ale nie potrafię innymi słowami zdefiniować tych kolorów;) -  9,90 - dwupak.
Dodatkowo trzy nowe cienie Inglot w kolorze 344, 354, 361, o których więcej i bliżej w następnej notce.

Dla zdrowotności, do jedzenia, a także w celach kosmetycznych zamiast herbatki, ziółek - owsianka z Lidla - dajcie znać, czy macie ochotę poczytać o moim zastosowaniu offsianki?

Dodatkowo niedawno w odwiedziny do PL przyjechała psiapsióła Ola, która także prowadzi bloga <klik> z upominkami dla Madzi, a także nagrodą, którą zdobyłam w Jej konkursie. Troszkę się pochwalę:
Portfelik, pierścień, korale, spinki, kolczyki, kubeczek Hello Kitty, breloczek oraz kosmetycznie -  zestawy wieeeeeeelu błyszczyków, pomadka, odżywka do paznokci Revlon, tusz Oriflame oraz korektor Collection 2000.
Cytując słowa klasyka, "wiśniówką na torcie" jest mój wczorajszy łup - nowe cichobiegi z 99 zł, na 45.00 - czyż to nie jest wystarczające wytłumaczenie?
Oczywiście, poszukiwana teraz do kompletu jest torba - gdybyście coś widziały, pomóżcie ;) dajcie linka/cynka, czy coś:) oczywiście musi pomieścić min. A4, a najlepiej to A1 :D bo ja całe życie noszę w torbie:)

Miłego popołudnia Wam życzę.
Róbta co chceta ;D
Zbuntowana eM.

sobota, 20 października 2012

Targi Urody w Łodzi - oczami Babskiej Przystani...

Wróciłam niedawno z targów Urody i Estetyki organizowanych w ten weekend w Łodzi. Impreza taka odbywa się cyklicznie od 4 lat - dla mnie jednak był to pierwszy raz;)


Szczerze powiedziawszy spodziewałam się raju, bałam się o mój portfel, jednak niewiele firm aż nadto przykuło moją uwagę. Być może dla profesjonalistów więcej marek było rozpoznawalnych, mnie jednak rzuciło się w oczy tylko parę. M.in.: Farmona, Bielenda, Ziaja, Macadamia Natural Oil, Jadwiga, Kryolan, Maestro, Bikor, Ikos, Paese, Orly, RevitaLash, Clarena, stoiska z kosmetykami naturalnymi, organicznymi, no i marki, ze sprzętem oraz te, których nie znam, przez co nazw nie spamiętałam.


Wiele nasłuchałam się o atrakcyjnych cenach, jakie można spotkać na takich targach - to właśnie przemawiało za moją wizytą  w tym miejscu. Co mnie urzekło?

Zakupów dokonywałam bardzo roztropnie. Skusiłam się tylko na osławioną papkę Jadwigi do buzi problematycznej (110 ml - 33 zł) oraz na parę pędzli Maestro, w naprawdę dobrych cenach. Rozczarowała mnie firma Kryolan, której ceny produktów nie różniły się od cen w sklepach stacjonarnych i internetowych.
W oko rzuciła mi się także ziołowa farba do włosów HERBATINT, jednak 39,90 za coś, czego nie znam, to trochę za dużo:/


Ogólnie, myślałam, że takie przedsięwzięcie ma przede wszystkim ma na celu pozyskanie nowych klientów, odbiorców, promowanie się. Mój rowerowy koszyk wypełniony został ulotkami, jednak nijak mnie to zachęciło. 
Która z Nas nie lubi próbek? Może jakieś kody rabatowe do zakupów w sieci - nic, a nic. Nie to, że poszłam tam po próbki, ale na pewno inaczej podchodziłoby się do stoisk, które chcą się pochwalić swoimi produktami.


Następne tagi 19-20 październik 2013, będziecie? Lubicie tego typu eventy?
P.S. Za wejście normalne, jednodniowe, bez ulg zapłaciłam 12 zł.

Niedzieli bez kaca Wam życzę:)
eM.

środa, 3 października 2012

Różności do domku

Mówi się, że winny się tłumaczy, na pewno jest w tym ziarnko prawdy...dlatego też, by się odrobinę wybielić, chciałam Wam powiedzieć, że kupowanie kosmetyków to nie jest moje najulubieńsze zajęcie... Największą satysfakcje sprawia mi kupować różności do domku.
Nowy gadżet domowy, przydatny mniej lub bardziej, jest rzeczą na lata. Nie ma terminu ważności (z reguły), nie wyczerpie się, nie skruszy, nie wysypie. Dziś pokażę Wam parę rzeczy, które od jakiegoś czasu ze mną mieszkają.

Ikea - to miejsce rozpusty (takie jak kosmetycznie Inglot) - już nie raz wspominałam tu o sympatii, jaką darzę ten sklep - wiele fajnych rozwiązań, przyzwoite ceny (z reguły), z resztą na pewno same wiecie:))
Choćby takie doniczki, sorry, osłonki na doniczki, kamionkowe, pokryte szkliwem, w kolorze beżowym - 1,99 szt. No jak się nie skusić?
Początkowo miały w nich mieszkać zioła (polecam te LIDLowe), jednak...
 ... po wczorajszych zakupach w Biedronce akuratnie wpasowały się do nich wrzosy (po 4,99 zł).

Będąc w temacie doniczek - zapragnęłam taką, którą mają wszyscy - przepiękną, jakby wykończona była koronką... pomyślałam, że to będzie nowe lokum dla pędzli do makijażu, ale...
... ponownie Biedra przyczyniła się do zmiany planów, tym razem za sprawą pięknej róży (6-7 zł). Urzekł mnie ten widok i na razie ten duet dla mnie wygląda idealnie.


W me łapki trafił prezent od Rodziców z Nanu Nana - ten sklep to kolejne ciekawe miejsce - pełno duperelek do domu, na prezent, trochę śmiesznych, trochę poważnych - lubię tam chodzić:)
Wracając do tematu... marzył mi się od dawna...

Napis HOME, złożony z pojedynczych liter, zauroczył mnie. Nie ma jeszcze ostatecznego miejsca, bo ja nieustająco się mebluję, przestawiam, kombinuję, ale na razie stoi sobie na regale, ikeowskim.

Domowa biblioteczka także zaczyna się rozrastać, w szczególności w książki kucharskie:) co mnie bardzo cieszy, bo to zawsze jakieś inspiracje na kolejne dania.
Jedna z nich to prezencik (dzięks A.:)
Ostatnia rzecz, o której chciałam Wam napisać, to przyprawy. M. znalazła sprzedawcę na Allegro i dokonałyśmy wspólnych zakupów - jakość towaru i usług była tak bardzo zadowalająca, że parę dni później złożyłyśmy kolejne. Wszystko dokładnie zapakowane w odrębne woreczki, szybka przesyłka, jestem pod wrażeniem, dlatego Wam o tym piszę.
Ja zdecydowałam się np. na wanilię (laska ok. 1,80), cynamon (w sam raz do jesiennych dekoracji), prażoną cebulkę, grzybki MUN, przyprawy Małgorzatki - wspomagające odchudzanie (mix ziół-smakowite), czosnek niedźwiedzi, trawa cytrynowa, chili peperoncini, przyprawy do shoarmy, kurczaka po jamajsku i na pikantnie, itd, itp. masę różnych inności,  których osobiście nie znałam, nie próbowałam. Teraz tylko czekać, na nowy przepis z moimi przyprawami:))) pojawił się jeden problem - w kwestii przechowania - doskwiera mi brak miejsca:( muszę rozejrzeć się za słoiczkami, a może Wy znacie jakieś pomysły DIY, w stylu Perfekcyjnej Pani Domu?:)

 Zbieram się do wyprodukowania jakiegoś ozdobnika jesiennego, więc mam nadzieję, że niedługo pokażę Wam coś w tym guście.

A Wy lubicie urządzać swe domki? pokoje? Przyozdabiacie je adekwatnie do pór roku, uroczystości? Ja już zacieram rączki, do Bożego Narodzenia:))) Lubię to.

Ostatnie już z pytań do Was - jak Wam się czyta takie niekosmetyczne posty w babskiej przystani? Nie chciałabym nikogo zanudzić notką o kolejnym wazoniku, z drugiej zaś strony chcę dać się Wam jakoś poznać, nie tylko jako kosmetyczny frik. :)
Będę wdzięczna, za wszystkie uwagi i sugestie. Tyczasem spadam zbierać kasztany i inne kurzozbieracze jesienne:))
eM.

niedziela, 17 czerwca 2012

Jadalny afrodyzjak na niedzielę

Gdy znudził Ci się niedzielny rosół na obiad, a budżet nie pozwala Ci się opychać kawiorem, chciałam Ci polecić szybki, smaczny i wbrew pozorom niedrogi, a zarazem ekskluzywny posiłek.
Potrzebne Nam będą:
  • krewetki (moje z Biedronki - opakowanie 225g za 9,90zł)
  • łyżka masła
  • 2-3 ząbki czosnku
  • przyprawy
  • koperek
Wykonanie:
Krewetki przelałam na sicie gorącą wodą - bez rozmrażania. Na patelni rozpuściłam łyżkę masła, dodałam 2-3 ząbki czosnku wyciśniętego przez praskę. Na papierowy ręcznik wrzuciłam  krewetki, by odsączyć je z nadmiaru wody, następnie dodałam szczyptę curry.
Kolejno, wrzuciłam na rozgrzaną patelnię Nasze owoce morza. Uwaga! Należy smażyć góra 3 minuty z każdej strony, bo inaczej staną się gumowate.
Na koniec można dodać (tak jak w Naszym przypadku) garść pociętej natki pietruszki.
Danie zostało podane z bagietką czosnkową (także z Biedronki) oraz z kieliszkiem białego wina.
 POLECAM, PYCHOTKA!!
Autor: Mama

Wbrew pozorom jedzonko nieskomplikowane, a wrażenia wizualne i smakowe super ! ! !
Ja zostałam uraczona takim menu z okazji Dnia Dziecka. Nigdy nie pałałam uczuciem do takich morskich frykasów, aczkolwiek kubki smakowe cieszyły się jak głupie zajadając się krewetkami:) Szok!
Ocena: 5/5.

środa, 23 maja 2012

Robaczywy deser

Zainspirowana przepisem kotleta postanowiłam zrobić coś słodkiego, bo słyszałam, że mięsny jeż już wyszedł z mody;)
Wybór padł na "Dirt Cake", a ja przetłumaczyłam to oczywiście na swój język (uwielbiam słowotwórcze zabawy) i tak powstała ta robaczywa słodycz.
Ni to ciasto, ni to tiramisu. Jeśli ktoś lubi tego typu wariacje, zachęcam do wypróbowania przepisu.
Chciałam zauważyć, że sponsorem tego przepisu nie jest Biedronka;), a szkoda:D
Prawie wszystkie produkty są biedronkowe, koszt przygotowania takiego deseru to ok. 15 zł i to w DUUUŻYM zaokrągleniu, bo z reguły na stanie mamy czy to cukier puder, kakao, czy mleko.
Do przygotowania masy z ciastek, które musimy:
a) zmiksować
b) rozbić młotkiem
c) podeptać
d) zmiażdżyć dłońmi
(wybór należy do Ciebie)
potrzebujemy ok. 400 g ciastek typu markizy, Hit - najlepiej czekoladowe (w biedronce ciężko znaleźć coś w dobrej cenie smacznego).
Dodatkowo, przyda się:
  • "1 banan
  • 1/3 szklanki mleka, (najlepiej 1.5% lub więcej)
  • 2 łyżki serka mascarpone lub innego" (ja użyłam Mascarpone, który stał się nieodzownym składnikiem wielu potraw, nie tylko na słodko, ale o tym za jakiś czas:) - dostępność- Biedronka - ok. 5 zł.
Krem, który na przemian będzie przekładany z masą ciasteczkową przygotujemy ze składników tj.:
  • "200 g śmietany kremówki
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru z wanilią
  • ok. 100 g sera mascarpone"
Dla dekoracji przydadzą nam się czekolada/kakao/dowolna posypka i żelki (te tytułowe robaki - dostępne w biedrze, chyba za 3 zł).
Ach, zapomniałabym wspomnieć, że ja byłam tylko fotografem, tym razem, zaś całą brudną robotę wykonała moja POMOCNA DŁOŃ:*
Do dzieła.
Ciasteczka, jak wspomniałam wcześniej miażdżymy w dowolny sposób, dodatkowo, przygotowujemy masę, która z ciastkami będzie tworzyć jedną z warstw przekładańca. Masa powstanie za sprawą mleka, 2 łyżek mascarpone i pokrojonego w kawałki banana. Wszystko razem miksujemy, bądź "blendujemy", albo też mając dużo pary w łapce mieszamy zwykłą łychą. Gdy papka zacznie się ujednolicać dorzucamy mielone ciastka.

 
Bałagan pozwólcie przemilczę...
Śmietanę kremówkę ubijamy z cukrem pudrem i cukrem waniliowym, do zgęstnienia, dodajemy mascarpone i miksujemy/blendujemy/mieszamy.


Następnie warstwa po warstwie układamy nasze papki, najlepiej w szklanym naczyniu, zaczynając od ciasteczkowego miksu.






Na koniec wierzch deseru obsypujemy kakaem/posypką/startą czekoladą. Nasza czekolada była mleczna, to też odbiega to od "kotletowego" pierwowzoru:)

Ostatnią fazą jest przyozdabianie naszego ziemistego deseru robalami.




Potem jeszcze tylko na momencik (min. 20 min. do lodówki i gotowe).


 Smacznego Robaczki:)))

czwartek, 29 marca 2012

Moja WŁOSka historia cz. II - pielęgnacja

Kontynuacja mej WŁOSkiej sagi tyczyć się dziś będzie pielęgnacji. To chyba będzie jeden z najdłuższych postów, mojej blogowej karierze, nie dziwcie się więc, że pisanie go zajęło mi ponad tydzień :)
Kosmetyków typu maski, odżywki, olejki do włosów przerobiłam mnóstwo i wciąż mi mało, szukam tego the one and only :).
Po wielu latach testów wiem, że z produktami drogeryjnymi ciężko mi się zaprzyjaźniać. Sięgam więc głębiej, po te profesjonalne. Przede wszystkim przoduje firma L'Oreal ze swoimi różnorakimi seriami, a także Biovax, Farouk, a od niedawna także Aussie oraz inne.
Lista produktów, z którymi się jeszcze nie zapoznałam jest krótsza. Marzy mi się American Cream od Lush, który zdobył sławę dzięki urodowym kanałom YouTube. Przyznam się też, że ze skąpstwa, bądź z rozsądku nie próbowałam nigdy produktów Kerastase. Zżera mnie ciekawość - fakt, ale półka cenowa jest zbyt wygórowana.
Do dzieła:
Odżywki, to szybki sposób na pielęgnację włosów tuż po oczyszczeniu ich szamponem. Nie trzeba ich trzymać niemiłosiernie długo na głowie, zwykle ładnie pachną i można znaleźć dla siebie taką, jaka najbardziej będzie służyć naszym czuprynom. Wygładzająca, chroniąca kolor, dodająca blasku, objętości, regenerująca...
Moje włosy bez odżywki w ogóle ze mną nie współpracują. Powstaje jeden wielki kołtun i nie da się ich rozczesać. Preferuję odżywki do spłukiwania, ostatecznie, jak się baaardzo spiesszę w spray'u - bez spłukiwania, lecz jednak za często staram się w ten sposób nie obciążać moich włosów.
Będąc na wyjeździe, na wakacjach łatwiej nałożyć na 2-3 minuty odżywkę, niżeli chodzić w turbanie przez pół godziny z maską, czy innym wynalazkiem - od tego mam weekendowe SPA domowe :)

Znalazłam w sieci miniprzewodnik dla laików, którzy chcieliby rozpocząć dopiero swą WŁOSką przygodę rozpieszczając swe czupryny.

"Pielęgnacja krok po kroku:
- Nie aplikuj zbyt dużej ilości kosmetyku.
Im mniej, tym lepiej. Nadmiar odżywki może obciążyć włosy i utrudni spłukanie. Kosmetyk nie powinien wyciekać ci z dłoni.
- Przerzuć włosy do przodu,
 a będzie ci łatwiej zacząć nakładanie odżywki od końcówek. Powoli i stopniowo rozprowadzaj ją na całej długości włosów. Najwięcej odżywki nanieś na zniszczone partie.
- Nigdy nie wcieraj odżywki w skórę głowy,
 aby nie wywołać podrażnienia, łojotoku czy łupieżu. Do wcierania służą inne preparaty.
- Uważaj, aby odżywka nie dotykała skóry twarzy.
Może bowiem przyczynić się do powstania reakcji alergicznych i trądziku. Spłukuj ją zawsze do tyłu, w kierunku pleców.
- Przetrzymywanie dłużej odżywki
do spłukiwania nie zaszkodzi włosom, ale też nic im nie da. Czas określony na opakowaniu jest wystarczający, by włosy wchłonęły wszystkie niezbędne im składniki. Więcej naprawdę nie będą w stanie.
- Jeśli masz włosy cienkie i delikatne,
 a jednocześnie zniszczone, zastosuj dwuetapową pielęgnację. Odżywkę regenerującą wetrzyj w końce, a od nasady aplikuj odżywkę zwiększającą objętość.
- Twoje włosy są zniszczone po trwałej lub farbowaniu?
Na całej długości rozprowadź odżywkę odbudowującą, którą spłuczesz, a same końce dodatkowo wzmocnij odżywką bez spłukiwania.
- Przetłuszczają się u nasady?
Wydzielanie sebum ureguluje odpowiedni szampon. Odżywki stosuj tylko na same końce.
- Jeżeli twoje włosy się plączą,
 przeczesuj je podczas nakładania odżywki. Uważaj, aby nie dotykać skóry głowy.
- Nie funduj włosom
silnego odżywienia przed wielkim wyjściem. Staną się ciężkie i nie będą chciały się układać."

Źródło

Na pierwszy ogień, coś dla rasowych blondynek -  niebieska odżywka SCANDIC LINE, wypłukująca żółtą poświatę z włosów siwych i blond. 1000 ml produkt w cenie nie wyższej niż 15 zł, z wygodną pompką, polecam jak najbardziej. Spełnia swoje zadanie, przyjemnie pachnie i jest bardzo wydajna. Gdy kończy mi się niebieski szampon zawsze mam tę niekończącą się odżywkę, a przy połączeniu szamponu z odżywką włosy są na serio platynowe! :)


Kolej na odżywki do włosów Diplona Professional  "występowały" już na moim blogu. Produkty te dostępne są okresowo w Biedronce. Mają pojemność 600 ml za 9,90.
Linia tych produktów rekomendowana jest przez niemieckiego Mistrza Fryzjerstwa Dietera Brunneta.
Czerwona nakrętka to produkt do włosów farbowanych i rozjaśnianych "z kompleksem witamin i filtrem UV chroni włosy przed utratą koloru". Po aplikacji nie mam problemów z rozczesywaniem, ładny zapach, lekko kwiatowy pozostaje na włosach, nie jest drażniący.
Pomarańczowy korek to produkt regenerujący, przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. "Zawiera nawilżający Panthenol i białka pszenicy, dzięki którym włosy stają się miękkie, jedwabiste i lśniące. Nadaje włosom promienny wygląd oraz sprawia, że włosy łatwiej się rozczesują".
Skład produktu jest dość chemiczny - alkohol, parabeny :( , tak więc dla zwolenników EKO może pozostawiać wiele do życzenia.
Ja jestem zadowolona z efektów jakie pozostawia na mej głowie, dlatego gdy nie mam nic innego - sięgam po nie.

Źródło

Wiele radości sprawia mi używanie produktów z atomizerami. Łatwo, sprawnie, rachu ciachu, bez bałaganu.

Kolejny produkt, także z pompką to odżywczy balsam do włosów suchych i zniszczonych węgierskiej firmy Kallos. Oczywiście jak zwykle ja, połasiłam się na tani produkt, o dużej pojemności (1000 ml, za ok. 10-12 zł) i jak na tym wyszłam? Mam duuuuży "krem do golenia nóg"...
Zapach jest chemiczny, specyficzny dla produktów fryzjerskich, nie wiem jaką nutę zapachową mu przypisać:) nie chciałabym używać wulgaryzmów.
Producent pisze, iz balsam powoduje, że włosy stają się wzmocnione, odżywione i odbudowane, a także miękkie i gładkie. Ta jasne...
Nie polecam tego produktu dla włosów rozjaśnionych, farbowanych, nie wiem jak sprawdza się na innych włosach, może ktoś coś wie?


Trudnodostępniak, o którym teraz będzie mowa to produkt, który stworzyła australijska firma Aussie. 3 - minutowy cud:) - Aussie 3 minute miracle (hit kanałów urodowych YouTube) jest głęboko wnikająca we włosy odżywką, o bardzo fajnym, egzotycznym zapachu (kojarzy mi się z kosmetykami do opalania w solarium). Niestety jest silikonową bombą. 236 ml to koszt ok. 35 zł, dużo fakt, ale nie żałuję wydanej kasy.


Produktu używałam najczęściej w wakacje i teraz strasznie z tą porą roku mi się kojarzy. Nie robi nic nadzwyczajnego z włosami, poza standardowo zmiękczaniem ich, podbijaniem koloru włosów, ułatwia rozczesywanie i pozostawia miły zapaszek na herach.
Wersja fioletowa występuje w USA, zaś w UK dostać można białe opakowanie.


Koszt jest podobny, w granicy 30 zł za 250 ml. Moja odżywka jest z jakiejś limitowanej edycji i niestety nie pachnie tak kusząco jak ta fioletowa.Ciekawa jestem, czy ta standardowa wersja jest zapachowo taka sama?Poza tym nie różni się niczym innym, włosy są miękkie i miłe w dotyku.

Ostatnim z tej serii produktem jest jeden z nowszych nabytków włosowych, szwedzkiej firmy CeCe, dostępnej w Super Pharm. Swego czasu miałam podobną linię z jedwabiem (w błękitnych opakowaniach), bardzo ją sobie chwaliłam, biorąc pod uwagę to, że są to kosmetyki drogeryjne.
Ta seria, przebosko pachnie czereśnią (a zapach utrzymuje się na włosach przez cały dzień), ponadto przeznaczona jest do włosów farbowanych, rozjaśnianych, zniszczonych zabiegami fryzjerskimi - czyt. moje włosy.
Odżywka posiada filtry UV, chroni nasz kolor przed wyblaknięciem, a także opóźnia proces zmywania się koloru. Zawarta w produkcie keratyna, czyli naturalny budulec włosa,  ma za zadanie rekonstruować jego uszkodzoną strukturę.
Używając szamponu i odżywki z tej samej linii włosy bardzo dobrze mi się układają, przede wszystkim nie mam problemu z ich rozczesywaniem, przez co mniej wypadają.
Pojemność 300 ml - obecnie za 10 zł w promocji Super Pharm, zaś cena regularna sięga dwudziestu paru złociszy. Uważam, że warto się skusić, choćby dla samego zapachu.


***

Następna tura to odżywki do włosów w sprayu.
Jak wiadomo produkty tego typu są bardzo wygodne w użyciu, kuszą zapachem, nie trzeba ich spłukiwać. Kilka psiknięć powinno ułatwić rozczesywanie włosów, niekiedy dodać blasku i delikatnie odżywić. Więcej na ich temat raczej nie ma się sensu rozpisywać.
Posiadam 3 tego typu produkty. Używam ich wymiennie, gdy dana odżywka/maska nie wygładziła moich włosów i mam problem z rozczesaniem ich, albo gdy chcę uzyskać efekt naturalnych fal, bez jakiś usztywniających pianek czy lakierów.
Pierwszym z nich jest nawilżająca odżywka w sprayu do każdego rodzaju włosów od Avon, o bajecznym zapachu orzecha macadamia i aloesu . 125 ml kosztuje ok. 7 zł w promocji.
Stosując ją na mokre wosy ułatwia rozczesywanie, jednak przy większej aplikacji, pozostawiona do zamoistnego wyschnięcia skleja je.


CHI keratin mist od Farouk to kuracja nawilżająca i wzmacniająca do każdego rodzaju włosów.
Keratyna, ceramidy i naturalny jedwab w niej zawarty nawilżają, wzmacniają włosy, nadając im połysk i gładkość. 300 ml ok. 30 zł. Nie stwierdziłam żadnych nadzwyczajnych efektów używając tego produktu. No może poza wydajnościa, bo mam problem z jej zużyciem:)


Ostatnim "psikaczem" jest Aussie Miracle Hair Insurance - znamy się od niedawna, ale już mnie pozytywnie zaskoczyła. odżywka pachnie jak 3minutowa maska, z tej samej serii, przeznaczona jest do włosów farbowanych, nadaje im koloru i blasku, bla bla bla, jak wszystkie. Dzis użyłam jej przy układaniu włosów, do efektu tych naturalnych fal i włosy nie są w ogóle posklejane (jak przy tym avonowskim ustrojstwie;) Gorzej z ceną i dostępnością, 250 ml, to koszt ok. 5 funtów, dostępny w UK, USA, bądź na allegro, czy ebay.



***

Następna część dotyczyć będzie chyba najbardziej lubianego przeze mnie produktu i związanego z nim rytuału. Mowa oczywiście o maskach do włosów.
Maski w odróżnieniu od odżywek mają o wiele silniejsze działanie na nasze włosy. Przy nakładaniu maski dobrze jest zarezerwować sobie minimum 10-30 minut, by produkt mógł wejść w głąb naszych włosów, regenerując je, poprawiając ich stan. Po zaaplikowaniu maski można nałożyć sobie na głowę foliowy czepek, albo zwykłą reklamówkę, w wersji hard owinąć wsio jeszcze ciepłym ręcznikiem i pozostawić taki kompres na ten choćby minimalny czas. Wtedy efekt da się odczuć już po pierwszym użyciu danej maski, a i zapach dłużej i intensywniej utrzymuje się na włosach. Wykonując takie zabiegi 1-2 razy w tygodniu możemy być pewne, że włosy (które codziennie katujemy suszarkami, prostownicami, gumkami, wałkami) będą nam wdzięczne i być może, przy systematycznych zabiegach zregenerują się i nabiorą zdrowego blasku.

Parę dobrych lat temu koleżanka fryzjerka namówiła mnie na jeden z pierwszych produktów o dużej pojemności z przeznaczeniem dla salonów fryzjerskich - mowa o  mlecznej masce Crema Al Latte Serical od Kallos. Budyniowa konsystencja bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, a zapach - zapach nieziemski, waniliowy, migdałowy, słodziutki jak prawdziwy budyń. Śmieszna cena chyba 13 zł za 1000 ml skusiła mnie tym bardziej. Proteiny pozyskane z mleka delikatnie odżywiają nasze włosy, pozostawiając przyjemny zapach, do następnego mycia.
Malutki minus - moje włosy nie chcą się po niej gładko rozczesywać, są szorstkie, nieprzyjemne w dotyku. Używam jej więc sporadycznie, głównie z sentymentu i dla boskiego aromatu.

 
Kolejne produkty, to te, które zdążyłam już zużyć - i właśnie w poście dotyczącym zużyć o nich dogłębniej napisałam. Matrix, Absolute Repair od L'Oreal oraz Macadamia Natural Oil - dla osób lubiących inwestować więcej pieniążka w produkty do włosów. Oraz Biovax od L'Biotica, doskonały produkt drogeryjny, nadający sie do wyżej wspominanych domowych, 30-minutowych kompresów.

 




 


Ostatnia sprawa maskowa, to śródziemnomorska odżywcza maseczka do włosów z Avonu z serii Planet Spa. Ma specyficzny zapach, lekko oliwkowy (czego nie lubię), bogaty w parabeny, alkohol, etc. Wystarczy 10 minut, by włosy nabrały miękkości i łatwo się rozczesywały. Poza tym nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów po jej stosowaniu. Przystępna cena, łatwodostępna. Ok. 20 - 30 zl za 200 ml.






 Ostatnim segmentem kosmetyków pielęgnacyjnych używanych przeze mnie są inne - czyli olejki, serum, itp.
Pod lupę idzie L'OREAL Expert Absolut Repair Thermo Repair - termoaktywne mleczko odbudowujące i chroniące przed wysoką temperaturą .
Jak pisze producent "pielęgnacja termoregenerująca włosów pomaga odbudować i chronić włókno włosa oraz ułatwia suszenie włosów. Włosy odzyskują naturalną witalność, są wyraźnie mocniejsze, lśniące i jedwabiście gładkie, a struktura włosa pozostaje odbudowana".
Produkty z serii Absolut Repair są przeznaczone do włosów potrzebujących silnej regeneracji, nie ma więc sensu tak intensywnych kosmetyków stosować profilaktycznie. Składniki produktu  głęboko wnikają wewnątrz włosa, racząc go substancjami odżywczymi tj. kwasy AHA, ceramidy, filtry UV.
Kosmetyk można stosować jako taką maskę bez spłukiwania, pachnie jak kosmetyki u fryzjera:) Po wielokrotnym użyciu nie zauważyłam wielkich efektów. Produkt porównywany jest ze sławetnym cementem termicznym Kerastase - jak jest w rzeczywistości nie wiem, nie miałam.
Pojemność: 150 ml, w granicach 30-40 zł. Sądzę, że spokojnie można znaleźć tańszy odpowiednik tegoż produktu.



Następne na tapetę idą miniwspomagacze. 
Jedwab CHI od Farouk, to zdaniem producenta jedwab do włosów. Kolejna silikonowa mieszanka, ale najwidoczniej moje włosy LUBIĄ TO. Stosuję go niezmiennie od lat. Wersja BIOSILK nie odpowiada mi zapachowo, ta zaś jest w porządku. Zawsze kupuję te 15 ml miniwersję za ok.5-10 zł. Kropelkę produktu wcieram w końcówki włosów. To maleństwo wystarcza mi na ponad miesiąc. Nie mogę powiedzieć, że jest to produkt na szóstkę, ale sądzę, że musi trochę (jak obiecuje producent) chronić je przed wysoką temperaturą, bo inaczej, przy codziennym suszeniu zostałyby mi tylko trzy włoski na krzyż:)



Podobnym produktem tego typu jest olejek Macadamia Healing Oil Treatment. Nie testowany na zwierzętach, bez parabenów i SLSów, skracający czas suszenia włosów o 50% 10 ml olejek w diabelskiej cenie 20 zł (ok. 50 zł za 30 ml) . Oszczędnie jednak, przy prawie codziennym używaniu (kropelka dziennie na końcówki przede wszystkim) wystarczył na ok. 4 m-ce. Włosy nie plątały się, łatwo rozczesywały, ładnie pachniały. Godny uwagi, gdyby nie odstraszająca cena.


Idąc tropem olejowania włosów swego czasu Avon miał w swej ofercie mini-olejki do nakładania na gorąco, przed myciem głowy. Zupełnie o nich zapomniałam. 50 ml kosztuje ok. 20 zł. Na chwilę przed użyciem wkładamy do pojemnika z gorącą wodą, by się rozgrzał, następnie tłuścimy swoje włosy, trzymając ok. 20-30 min., potem normalnie myjemy. Włosy po całym zabiegu są błyszczące i miękkie, łatwo je także rozczesać.

Ostatnia seria kosmetyków to produkty potrzebne do popularnego ostatnio olejowania włosów.
To nic innego jak natłuszczanie naszych czupryn naturalnymi produktami tj. oliwa z oliwek, olej kokosowy, rzepakowy, z pestek winogron, czy mix olejków naturalnych zamkniętych w oliwce dla dzieci HIPP.
Ponieważ w sieci roi się od porad, technik olejowania włosów ja przytoczę tu dwa linki, gdzie wyczytać można przydatne informacje

http://vexgirl.blogspot.com/2012/03/olejowanie-wosow-w-piguce.html
oraz
http://anwena.blogspot.com/2012/03/jak-olejowac-wosy-krotka-instrukcja.html

Ja nie będę się rozwijać w tym temacie i dublować czyiś słów. Sama stosuję tę metodę stosunkowo niedawno, nie jestem systematyczna niestety (raz na dwa tygodnie), ale staram się jak mogę. Po przykładowo godzinnym seansie z olejowym czepkiem na włosach myję je (najlepiej głęboko oczyszczającym szamponem np. Seanik od Lush) a następnie nakładam maskę głęboko nawilżającą, bądź odżywkę traktując ją jak maskę (np. Biovax), po kolejnej godzinie spłukujemy ją i układamy włosy jak zwykle. Sądzę, że każda z Was zauważy różnicę w dotyku swoich włosów.
Produktami przeze mnie używanymi są:
Olej kokosowy (będący przydatny do włosów oraz do smażenia:)


Oliwa HIPP (tej z Johnson'sa raczej do włosów nie używam, a zdjęcie zrobione było na potrzeby innego postu).

 Obecnie w testach jest także pielęgnacyjny olejek dla dzieci z Rossmanna.


Każdy z tych produktów, zastosowany zgodnie z podaną przeze mnie wcześniej metodą pozostawia moje włosy mięciutkie, lśniące, gładkie i przyjemne w dotyku. Metoda jest warta wypróbowania.

***
 Nareszcie koniec :D

Pozdrowionka.

eM.