Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aussie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aussie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lipca 2013

3 minutowy cud Aussie z UK/PL czy USA?

Hej, dziś moje wypociny tyczyć się będą kultowej odżywki do włosów australijskiej amerykańskiej marki Aussie, która od niedawna dostępna jest także stacjonarnie w Polsce.
3 - minutowy cud do włosów, to nie moje hasło promujące ten kosmetyk, a nazwa, mówiąca o tym, że już po 3 minutach (wiem, wiem, odkrywcze) włosy będą piękne, lśniące i gładkie.
Skład (dla dociekliwych) nie jest już tak cudny, jednak produkt musi mieć w sobie to coś, skoro głośno o nim nie od dziś.
Osobiście, używam odżywki Aussie od kilku lat, ale... pojawił się pewien szkopuł i to o nim będzie ten miniesej:)
***
W sieci, w kosmetycznej sferze You Tube prym wiodła fioletowa wersja tytułowego kosmetyku.

Znalazłam ją na jednym z portali aukcyjnych za sumę nie większą niż 30 zł z przesyłką. To, co charakteryzowało tę odżywkę, to nietypowa tuba i niesamowity zapach, który uwiódł mój narząd węchowy ;) zapach kokosa, wakacji, nuta egzotyczna, trochę jak kosmetyki do opalania w solarium. Przepadłam...no i oczywista działanie - szybki prysznic, a włosy w kilka minut rzeczywiście były gładkie, miłe w dotyku i pięknie pachniały.
Gdy kosmetyk zaczął sięgać dna okazało się, iż w jednej z angielskich drogerii zaczęła się promocja marki Aussie - 3 za 2 - czyli w cenie dwóch kosmetyków możemy wybrać sobie trzy - ceny nie są na tę okazję zawyżane, a promocje pojawiają się bardzo często - to się nazywa chwyt marketingowy, co?
Dzięki uprzejmości kumpeli zamówiłam sobie szampon, odżywkę w spray'u bez spłukiwania oraz mój ukochany 3-minutowy cud. 
Z lewej strony produkt z UK, z prawej z USA.
Nie zdajecie sobie sprawy jakież było moje zdziwienie, gdy obwąchawszy sprawę odżywka z Anglii nie zapachniała jak wspomnienie tamtego lata, a... jak stara guma balonowa Donald:/

po lewej produkt używany, a po prawej zużyty - pusta butla
To jednak, nie było jedyne rozczarowanie - opakowania, na pozór identyczne, jednak angielska wersja po kilkutygodniowym mieszkaniu w łazience i normalnym użytkowaniu straciła wszystkie swoje napisy - całą etykietę:/
W kwestii konsystencji i działania - jak widać powyżej biała wersja jest bardzo gęsta, zbita. Fioletową zaś określiłabym jako bardziej lejącą. 
Działanie białej odżywki było w porządku - jednak jako węchowiec przyznaję, że zapach był dla mnie drażniący, więc skłamałabym pisząc, że używało mi się jej z przyjemnością.
Aussie USA - obecnie używam 4 opakowanie - jestem bardzo oszczędna.
Aussie UK/PL - 1 szt. - nie sądzę, bym sięgnęła po kolejne:/

Kategorie
UK/PL
Ocena
USA
Pojemność
250 ml
1/0
236 ml
Opakowanie (kształt, wygoda, jakość)

-

0/1

+
Zapach
-
0/1
+
Cena
.
0,5/0,5
.
Dostępność
+
1/0,5
.
Ocena ogólna

2,5/3

  *kropka oznacza wypośrodkowanie, za co doliczam pół punktu.

Podsumowując, jeśli szukasz szybkodziałającej odżywki do włosów, lubisz zagraniczne kosmetyki i chcesz spróbować czegoś nowego polecam spróbować, którejś wersji (w zależności od upodobań zapachowych). Cena umiarkowana, nie jest to może najtańszy produkt, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić.
Zaznaczę także, iż wersja z Wielkiej Brytanii nie różni się niczym od wersji, która wyszła w Polsce. Mimo, iż na etykiecie mojej odżywki widnieje napis o tym, iż jest to wersja limitowana - to każda z obwąchanych przeze mnie odżywek A. w Rossmannie również pachniała starą gumą do żucia:(

Znacie, którąś z wersji Aussie? Chętnie poznam Waszą opinię?
Udanego weekendu!
PODPIS

środa, 12 czerwca 2013

3xU, czyli zakupy internetowe - Allegro, MintiShop...

3xU? Uzależniające, ulubione, udane zakupy w sieci - tak gwoli wyjaśnienia.

Ostatnio wspominałam coś, o tym, że "żadnych zakupów", "omijam Rossmanna szerokim łukiem", jednak nie wykluczałam zakupów internetowych.
Te niepozorne zakupy są chyba jeszcze gorsze niż stacjonarne buszowanie po drogeriach. Najgorzej, jak dany sprzedawca ma wiele interesujących rzeczy i do koszyka wrzucam wszystko jak leci, a będąc przy internetowej kasie, łapię się za głowę i robię czystki w e-koszku. 
Tym razem było tak samo. Zaplanowałam sobie zakup 3 minutowej odżywki z Aussie, jednak w tej amerykańskiej, fioletowej wersji, (bo jednak różni się od wersji wypuszczonej dla PL, czy UK - planuję o tym notkę niebawem) no ale skoro Pan Sprzedawca z Allegro kusi innymi zagranicznymi dobrociami, to jak żyć?
Co prawda zachowałam umiar, sięgnęłam po rzeczy, które chciałam przetestować, może przejdę do rzeczy...
Odżywka Aussie koszt 20,99 zł
*bo się skończyła...
Termoochronny spray do włosów Tressemme (wersja USA) - 19,99 zł
* co z tego, że nie skończyłam jeszcze tego poprzedniego sprayu tej samej firmy tylko w wersji z Wielkiej Brytanii - będzie na zapas.
Wysuszacz Sally Hansen - 13,75 zł
*co z tego, że w ciągu 3 ostatnich miesięcy przetestowałam już 3 produkty tego typu...
Lakier do paznokci Orly - 12zł
*następny lakier? Serio?
***
Złe mocne przyciągnęły mnie do nieznanej mi wcześniej drogerii internetowej. Złe moce - tylko dlatego, ponieważ e-półki uginają się tam od przeróżnych, zwykle niedostępnych w Polsce marek, a niestety taka jestem, że im bardziej nie mogę czegoś mieć, to tym bardziej to chcę - też tak macie?
W Minti szarpnęłam się na:


A z bliska:
Żelowe linery do kresek, w ciekawych elektryzujących kolorach firmy Technic, w cenie 7,90 szt.
*dzięki KosmeFreak'u, że przez Ciebie zapragnęłam mieć ten kobalt;))
Paleta 12tu, neutralnych cieni SunKissed w cenie 10,90 zł
*moja enta paleta, entych cieni, w entych kolorach nude - powinnam dać sobie w twarz, no ale czyż te kolory nie są przepiękne?
Bronzer Honolulu marki W7 - 13,90 zł
* piąty bronzer w moim składziku w przód, czy w tył nie robi różnicy, z resztą zawsze chciałam go spróbować...
Dabur,Vatika - migdałowy krem do pielęgnacji włosów, w cenie 12,99 zł
*Coś dla włosów, coś nowego - mało mi :/...
 Powiem Wam, że czasami sama do siebie nie mam siły i słów - ponosi mnie, okej, ale każdy ma jakiegoś bzika, jedni palą papierosy inny nałogowo kupują kosmetyki, kto będzie zdrowszy?
To se wymyśliłam wymówkę:)))

Ostatnią z rzeczy, najbardziej upragnioną, wymarzoną i wyczekiwaną był pędzel zaprojektowany przez Panią Czapmanową - Real Techniques - Stippling Brush. Bardzo się cieszę, że po pierwsze mogę odhaczyć kolejną pozycję z mojej wishlisty, którą pokrótce, w miarę możliwości sobie realizuję, po drugie - nie sądziłam, że pędzel może zdziałać takie rzeczy, a po trzecie... to już Wam więcej nic nie powiem, czekajcie na recenzję:))
Koszt tej zabawki - obecnie 44,01 zł.
Te zdobycze potraktuję jako przedwczesny, osobisty prezent urodzinowy. Myślę także, że na dzień dzisiejszy najlepszym rozwiązaniem dla mnie byłoby odciąć sobie kabel od Internetu, chodzić w ciemnych okularach, koło sklepów z kosmetykami i być obojętną na wszystko - jednak niestety dobrze wiem, że jest to niemożliwe. W planach mam jeszcze parę NIEZBĘDNYCH kosmetyków aptecznych, a potem? Wydaję mi się, że do końca roku mam spokój z pokusami, bo tych wszystkich dupereli, czy to kolorówka, czy pielęgnacja mam po kokardki i już mi nic NIE POWINNO być potrzebne do przetrwania;)

nieCHĘTNIE przeczytam o Waszych ostatnich zakupach w sieci? Często je robicie? Co lubicie kupować online?

xoxo
PODPIS

czwartek, 11 października 2012

Babska paplanina + Różności nabyte pod wpływem YOU TUBE

Dziś przychodzę do Was z epopeją, osobistymi wywodami, dywagacjami nt. urodowych filmików, zamieszanych na jednym z portali oraz zakupami, jakie poczyniłam poprzez Jutubowe Beauty Guru :) Ostrzegam, będzie długo...

***

Od około dwóch lat śledzę na YouTube.com kanały dziewcząt, opowiadające w większości o urodzie, modzie, trendach, fryzurach, trochę kulinarnie, plotkowo, recenzyjnie, etc...
Moda na tego typu filmiki została (jak chyba wszystko) zapoczątkowana w USA, stamtąd zaś pomysł podchwyciły osoby na całym świecie.Wiek nagrywających sięga 12-50? lat. Sama jednak wśród kanałów, które subskrybuję/obserwuję mam 20-30 latki. 
Jak znalazłam się w tej  "dziwnej części jutuba"? Szukałam rad dotyczących wyboru odpowiedniej prostownicy, potem doboru fryzur, jakie można dzięki niej wykonać i tak się zaczęło...
Wsiąknęłam na maxa. Nie chcę nawet myśleć ile godzin poświęciłam na przeglądanie filmików. Jestem raczej typem biernego widza, rzadko kiedy udzielam się jako komentująca, sama też nie nagrywam, bo nie widzę się w tej roli.
Swego czasu urodowe filmiki były dla mnie bardzo inspirujące. Dowiedziałam się o wielu nowościach kosmetycznych, trikach urodowych, a nawet o życiu równolatek za granicą, różnicach kulturowych itp.
Temat kosmetyków poruszę w dalszej części postu, jednak teraz skupię się na bieżących jutubowych miniprodukcjach.
W obecnej chwili rynek kosmetyczny i nie tylko, pojął, że blogi i vlogi to świetna reklama swych marek, produktów, usług. Filmiki, bo na nich się dziś skupiam, zaczęły maksymalnie zalatywać komercją. 
W moim osobistym odczuciu to nie ten sam YT, na jaki trafiłam paręnaście miesięcy temu.
Obecnie ciężko zawierzyć mi dziewczynom recenzującym dany produkt, bo nie mam pewności, czy mówi szczerze, czy "wykonuje zleconą jej pracę". Filmiki zaczynając wyglądać tak samo, brak w nich świeżości, ciekawych pomysłów i przede wszystkim autentyczności. Czuję się jutubowo wypalona. Nie chciałabym podawać tu konkretnych przykładów, ani wymądrzać się jako znawca, jednak wiem, że część z blogerek także podpatruje YT od tej babskiej strony (ba, niektóre z Was są Vlogerkami) - to też ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat? Czy ja doszukuję się dziury w całym? Czepiam się bez powodu? Kto jest Waszą ulubioną Jutubowiczką? Nie wiem, czy mój blog to dobre miejsce na poruszanie takiego tematu, jednak ciekawią mnie rzetelne opinie innych babek:)

***

Tym jakże króciutkim wstępikiem zapraszam Was na tytułową część posta, czyli to, na co dałam się skusić Dziewczynom z YT.
Czasami, gdy wydam za dużo, tłumaczę sobie, że to wszystko przez te Jutubowe złe wróżki, które omamiają nas swym wdziękiem, czarem, i działają na Nas przez przekaz podprogowy. Nie mniej jednak, z paru zakupów pod ich wpływem jestem bardzo zadowolona. 

1. Oliwka dla dzieci HIPP - KWC na 100% - bardzo dobry skład, przyzwoita cena (10-15 zł), łatwtodostępna, wielozadaniowa (dodawana do kąpieli, do smarowania ciała, do olejowania włosów, opalania). Polecam.

2. Szampony w kostce LUSH - niedostępne w Polsce, mogą być traktowane jako ciekawostka kosmetyczna, no bo kto to słyszał, że szampon? Że w kostce? Bardzo wydajny produkt, szeroka gama zapachowo-zadaniowa (mi akurat obecnie pozostał nabłyszczający). Cena 5-6 funtów. Produkt wart uwagi.

 3. Wszędobylska, rozsławiana gdzie się da szczotka do włosów Tangle Teezer. Cena 40 - 60 zł. Dostępna w stacjonarnych sklepach w UK, u Nas zaś głównie w sklepach internetowych. Ja posiadam wersję turystyczną, z zamknięciem. Mam ją ok. 1.5 roku - nic jej nie dolega, ząbki wszystkie na miejscu:)
Szczotka za 5 dych? O co kaman.... to nie jest zwykła szczotka, to dar niebios dla potargańców!:) Szczotka delikatnie i skutecznie obchodzi się z kołtunami, rozczesywaniem włosów cienkich, zniszczonych, sztucznych, a nawet mokrych. Rzekomo zapobiega elektryzowaniu się czupryn, a także wpływa na ich blask ?! o.O
Czasami zapominam o jej istnieniu, bo rzadko się czeszę (jakkolwiek głupio to nie brzmi). Zakupiłam pod wpływem chwili, wielkiego jutubowego BOOM...nie jest produktem niezastąpionym.

 4. Aussie - 3 minutowa odżywka do włosów, o obłędnym zapachu, pełna niezdrowych silikonów, dająca efekt lśniących, mięciutkich włosów. Niedostępna w PL, koszt 20-40 zł. To moja trzecia butla, szczerze polecam (tą fioletową wersję, bo spotkałam się jeszcze z białą, nie tak samo aromatyczną):)
5. Z łatwiej dostępnych produktów - dezodorant naturalny - Ałun - kryształ - w sztyfcie. Skutecznie zabija bakterie, niweluje zapach potu, nie lepi się pod paszką, nie plami ubrań, łatwodostępny, (Rossmann - akurat ten Crystal, który posiadam) niesamowicie wydajny (mój ma ok. roku). Koszt ok. 25 zł. Polecam :)
6. Przed ostatnią z rzeczy jest zmywacz do paznokci. Zmywacz z Biedronki. Koszt -  4 zł (za 200 ml), robi co ma robić, nie pachnie najgorzej, wydajny, wracam do niego ciągle, kolejny osobisty KWC!
7. Jedną z ostatnich rzeczy, o których chciałam wspomnieć w tej notce, to pędzle. Niegdyś paćkałam się czym popadnie, a jeden pędzelek miał 5 etatów. Po YT seansach, wiem, że cienie muszę rozblendować, a paćkanie, to teraz konturowanie twarzy. Służy mi do tego moja dysfunkcyjna rodzinka pędzli - każdy z innej parafii...
Po parokrotnym zakupie bubli zdecydowałam się jednak na syntetyczne pędzle Hakuro. Są dostępne w sklepach internetowych, w miarę przyzwoitych cenach. Jakościową odpowiadają mi w 100%, nie niszczą się (no może poza h51-ale sama przyczyniłam się do jego zgonu, o tym innym razem)... Ceny, w zależności od rodzaju pędzla od 15 do  ok. 48 zł.Zamierzam powiększać "kolekcję", bo to inwestycja na wiele miesięcy.
Z czystym sumieniem mogę polecić.

Czy ktoś dotarł do tego momentu? To koniec, no już prawie:)) Mam nadzieję, że za mocno Was nie zanudziłam. Dajcie znać, co Wam wpadło w łapki, przez oglądanie Jutuba:)

Całuję.
eM.

P.s. A może babska paplanina, to dobry pomysł na comiesięczne wspólne plotkowanie blogerskie na jakiś ciekawy temat, co Wy na to? Czy raczej mnie emocje poniosły?

czwartek, 7 czerwca 2012

Co nowego w kosmetyczce?

Odkąd odkryłam parking rowerowy za złotówkę w Manufakturze zaczęłam odwiedzać tamtejsze sklepy, co niekoniecznie akceptuje mój portfel.
Wczoraj na przykład odwiedziłam Golden Rose, by odświeżyć swoją lakierową "kolekcję". 
W oko wpadły mi:
Klasyka -
Krwista czerwień 
Pojemność: 12,5 ml
Cena:  3,90 zł

Golden Rose nr 286 - z serii z proteinami




Yyy...  turkus?
Pojemność: 12,5 ml
Cena:  3,90 zł
Golden Rose nr 329 z serii z proteinami
Butelkowa zieleń 
Pojemność: 11 ml
Cena:  5,90 zł
Golden Rose nr 151 z serii Paris
I chyba moja ulubiona pastelowa seria, a w niej:
 pudrowy róż 
Pojemność: 12 ml
Cena:  5,90 zł
Golden Rose nr 118 z serii Fantastic Color
Mój faworyt  - 
miętowe LOVE :)
Pojemność: 12 ml
Cena:  5,90 zł
Golden Rose nr 210 z serii Fantastic Color
Niestety jak to przysłowiowa baba, w sklepie podobały mi się moje łupy, na paznokciach jednak nie wyglądają już tak "słitaśnie" i wiem, że dwa z nich chętnie bym oddała.

***

Z cokatalogowych zamówień Avon i Oriflame wyłowiłam antybakteryjny żel do rąk o zapachu drzewa herbacianego i mandarynek. Pachnie naprawdę przyjemnie, doskonale sprawdza się na wyjazdach, w podróży, choć czasami odnoszę wrażenie, że łapki mi się kleją na samym początku po aplikacji.
Poprzedni żel tego typu miałam również z Oriflame, ale pachniał wg mnie jak męska woda kolońska, więc troszkę się zniechęciłam, za to ten mandarynkowy koleżka jest w porząsiu. Niewielka kropla wystarczy, by odświeżyć nasze dłonie, poza tym klejeniem daje takie fajne uczucie świeżości, chłodu.Szczerze Wam powiem, że niestety gałgan jest bardzo "wylewny", więc trzeba zachować ostrożność, by przez przypadek nie wylać całej butli. Produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 9,90. Znośnie. 
Ode mnie dostaje 4/5 gwiazdek:)

W Avonie zaś skusiłam się na pomadkę, choć zwykle ich nie używam, wolę błyszczyki. Raz na jakiś czas jednak coś tam sobie wypatrzę. Tym razem zamarzył mi się "słodkobarbiowy" róż, który w katalogu wyglądał tak:

Źródło

Nie zgadniecie jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam swoją pomadkę, która wygląda tak:
Ponieważ do Halloween jeszcze trochę czasu, a ja nie chcę mieć trupich ust, zakup ten zaliczam do nieudanych.

***
Uzależniające, ulubione, udane zakupy internetowe zawsze poprawiają samopoczucie. 3xU -tak, to chyba od dziś będzie nazwa tematu, który co jakiś czas będę poruszała tutaj na blogu. Być może któraś z Was będzie chciała się podzielić opinią o dobrych i złych Sprzedawcach, sklepikach w sieci.

Pewniaczek - Aussie 3 minute miracle, odżywka do włosów, o której już kiedyś wspominałam.
Jej zapach kojarzy mi się z wakacjami, czuć taką świeżość, odrobinkę słodyczy, trochę jakby kosmetyki do opalania. I mimo, że to silikonowa bomba ubóstwiam ją i nie zamierzam jej porzucać na poczet eko-freeparabenowych cudów niewidów.
Pamiętacie jak parę parę linijek wcześniej pisałam, że nie lubię pomadek? Kłamałam. Ha... zawsze jest jakiś wyjątek od reguły ;) od tego momentu moimi ulubieńcami stały się cudeńka z Manhattanu.
Mowa o   Manhattan Soft Mat Lipcream - matowych,  intensywnych pomadkach w kremie. Ja wybrałam sobie klasyczną czerwień 45h oraz róż 56k. 
Pojemność 6,5 ml
Cena w sklepach stacjonarnych ok. 15 zł, w sieci ok. 6 zł


Konsystencja pomadek jest ciężka i gęsta, wręcz waży się, gdy wyciągam aplikatorem (minusik za to). Kolor rzeczywiście jest intensywny i gdy tylko zasycha na ustach jest w 100 % matowa (wreszcie). Przy malowaniu dobrze skorzystać uprzednio z konturówki, by nie upaćkać się na całej buzi, z resztą dzięki temu optycznie powiększamy sobie usteczka - bez skalpela. Plus za intensywność koloru, niepodkreślanie suchych skórek, a także za trwałość - makijaż ust utrzymywał mi się ok. 3-4h.

 
Chciałabym Wam pokazywać jak kolorki prezentują się na ustach, ale dopóki nie nauczę się usuwać wąsów w jakimś sympatycznym programie, typu fotoszop, czy coś to tego robić nie będę, ajm sorry ;)

No nic, nie marudzę więcej, życzę Wam Kochanieńkie miłego DŁUGIEGO WEEKENDU!

Wasza wąsata Magdalena

czwartek, 29 marca 2012

Moja WŁOSka historia cz. II - pielęgnacja

Kontynuacja mej WŁOSkiej sagi tyczyć się dziś będzie pielęgnacji. To chyba będzie jeden z najdłuższych postów, mojej blogowej karierze, nie dziwcie się więc, że pisanie go zajęło mi ponad tydzień :)
Kosmetyków typu maski, odżywki, olejki do włosów przerobiłam mnóstwo i wciąż mi mało, szukam tego the one and only :).
Po wielu latach testów wiem, że z produktami drogeryjnymi ciężko mi się zaprzyjaźniać. Sięgam więc głębiej, po te profesjonalne. Przede wszystkim przoduje firma L'Oreal ze swoimi różnorakimi seriami, a także Biovax, Farouk, a od niedawna także Aussie oraz inne.
Lista produktów, z którymi się jeszcze nie zapoznałam jest krótsza. Marzy mi się American Cream od Lush, który zdobył sławę dzięki urodowym kanałom YouTube. Przyznam się też, że ze skąpstwa, bądź z rozsądku nie próbowałam nigdy produktów Kerastase. Zżera mnie ciekawość - fakt, ale półka cenowa jest zbyt wygórowana.
Do dzieła:
Odżywki, to szybki sposób na pielęgnację włosów tuż po oczyszczeniu ich szamponem. Nie trzeba ich trzymać niemiłosiernie długo na głowie, zwykle ładnie pachną i można znaleźć dla siebie taką, jaka najbardziej będzie służyć naszym czuprynom. Wygładzająca, chroniąca kolor, dodająca blasku, objętości, regenerująca...
Moje włosy bez odżywki w ogóle ze mną nie współpracują. Powstaje jeden wielki kołtun i nie da się ich rozczesać. Preferuję odżywki do spłukiwania, ostatecznie, jak się baaardzo spiesszę w spray'u - bez spłukiwania, lecz jednak za często staram się w ten sposób nie obciążać moich włosów.
Będąc na wyjeździe, na wakacjach łatwiej nałożyć na 2-3 minuty odżywkę, niżeli chodzić w turbanie przez pół godziny z maską, czy innym wynalazkiem - od tego mam weekendowe SPA domowe :)

Znalazłam w sieci miniprzewodnik dla laików, którzy chcieliby rozpocząć dopiero swą WŁOSką przygodę rozpieszczając swe czupryny.

"Pielęgnacja krok po kroku:
- Nie aplikuj zbyt dużej ilości kosmetyku.
Im mniej, tym lepiej. Nadmiar odżywki może obciążyć włosy i utrudni spłukanie. Kosmetyk nie powinien wyciekać ci z dłoni.
- Przerzuć włosy do przodu,
 a będzie ci łatwiej zacząć nakładanie odżywki od końcówek. Powoli i stopniowo rozprowadzaj ją na całej długości włosów. Najwięcej odżywki nanieś na zniszczone partie.
- Nigdy nie wcieraj odżywki w skórę głowy,
 aby nie wywołać podrażnienia, łojotoku czy łupieżu. Do wcierania służą inne preparaty.
- Uważaj, aby odżywka nie dotykała skóry twarzy.
Może bowiem przyczynić się do powstania reakcji alergicznych i trądziku. Spłukuj ją zawsze do tyłu, w kierunku pleców.
- Przetrzymywanie dłużej odżywki
do spłukiwania nie zaszkodzi włosom, ale też nic im nie da. Czas określony na opakowaniu jest wystarczający, by włosy wchłonęły wszystkie niezbędne im składniki. Więcej naprawdę nie będą w stanie.
- Jeśli masz włosy cienkie i delikatne,
 a jednocześnie zniszczone, zastosuj dwuetapową pielęgnację. Odżywkę regenerującą wetrzyj w końce, a od nasady aplikuj odżywkę zwiększającą objętość.
- Twoje włosy są zniszczone po trwałej lub farbowaniu?
Na całej długości rozprowadź odżywkę odbudowującą, którą spłuczesz, a same końce dodatkowo wzmocnij odżywką bez spłukiwania.
- Przetłuszczają się u nasady?
Wydzielanie sebum ureguluje odpowiedni szampon. Odżywki stosuj tylko na same końce.
- Jeżeli twoje włosy się plączą,
 przeczesuj je podczas nakładania odżywki. Uważaj, aby nie dotykać skóry głowy.
- Nie funduj włosom
silnego odżywienia przed wielkim wyjściem. Staną się ciężkie i nie będą chciały się układać."

Źródło

Na pierwszy ogień, coś dla rasowych blondynek -  niebieska odżywka SCANDIC LINE, wypłukująca żółtą poświatę z włosów siwych i blond. 1000 ml produkt w cenie nie wyższej niż 15 zł, z wygodną pompką, polecam jak najbardziej. Spełnia swoje zadanie, przyjemnie pachnie i jest bardzo wydajna. Gdy kończy mi się niebieski szampon zawsze mam tę niekończącą się odżywkę, a przy połączeniu szamponu z odżywką włosy są na serio platynowe! :)


Kolej na odżywki do włosów Diplona Professional  "występowały" już na moim blogu. Produkty te dostępne są okresowo w Biedronce. Mają pojemność 600 ml za 9,90.
Linia tych produktów rekomendowana jest przez niemieckiego Mistrza Fryzjerstwa Dietera Brunneta.
Czerwona nakrętka to produkt do włosów farbowanych i rozjaśnianych "z kompleksem witamin i filtrem UV chroni włosy przed utratą koloru". Po aplikacji nie mam problemów z rozczesywaniem, ładny zapach, lekko kwiatowy pozostaje na włosach, nie jest drażniący.
Pomarańczowy korek to produkt regenerujący, przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. "Zawiera nawilżający Panthenol i białka pszenicy, dzięki którym włosy stają się miękkie, jedwabiste i lśniące. Nadaje włosom promienny wygląd oraz sprawia, że włosy łatwiej się rozczesują".
Skład produktu jest dość chemiczny - alkohol, parabeny :( , tak więc dla zwolenników EKO może pozostawiać wiele do życzenia.
Ja jestem zadowolona z efektów jakie pozostawia na mej głowie, dlatego gdy nie mam nic innego - sięgam po nie.

Źródło

Wiele radości sprawia mi używanie produktów z atomizerami. Łatwo, sprawnie, rachu ciachu, bez bałaganu.

Kolejny produkt, także z pompką to odżywczy balsam do włosów suchych i zniszczonych węgierskiej firmy Kallos. Oczywiście jak zwykle ja, połasiłam się na tani produkt, o dużej pojemności (1000 ml, za ok. 10-12 zł) i jak na tym wyszłam? Mam duuuuży "krem do golenia nóg"...
Zapach jest chemiczny, specyficzny dla produktów fryzjerskich, nie wiem jaką nutę zapachową mu przypisać:) nie chciałabym używać wulgaryzmów.
Producent pisze, iz balsam powoduje, że włosy stają się wzmocnione, odżywione i odbudowane, a także miękkie i gładkie. Ta jasne...
Nie polecam tego produktu dla włosów rozjaśnionych, farbowanych, nie wiem jak sprawdza się na innych włosach, może ktoś coś wie?


Trudnodostępniak, o którym teraz będzie mowa to produkt, który stworzyła australijska firma Aussie. 3 - minutowy cud:) - Aussie 3 minute miracle (hit kanałów urodowych YouTube) jest głęboko wnikająca we włosy odżywką, o bardzo fajnym, egzotycznym zapachu (kojarzy mi się z kosmetykami do opalania w solarium). Niestety jest silikonową bombą. 236 ml to koszt ok. 35 zł, dużo fakt, ale nie żałuję wydanej kasy.


Produktu używałam najczęściej w wakacje i teraz strasznie z tą porą roku mi się kojarzy. Nie robi nic nadzwyczajnego z włosami, poza standardowo zmiękczaniem ich, podbijaniem koloru włosów, ułatwia rozczesywanie i pozostawia miły zapaszek na herach.
Wersja fioletowa występuje w USA, zaś w UK dostać można białe opakowanie.


Koszt jest podobny, w granicy 30 zł za 250 ml. Moja odżywka jest z jakiejś limitowanej edycji i niestety nie pachnie tak kusząco jak ta fioletowa.Ciekawa jestem, czy ta standardowa wersja jest zapachowo taka sama?Poza tym nie różni się niczym innym, włosy są miękkie i miłe w dotyku.

Ostatnim z tej serii produktem jest jeden z nowszych nabytków włosowych, szwedzkiej firmy CeCe, dostępnej w Super Pharm. Swego czasu miałam podobną linię z jedwabiem (w błękitnych opakowaniach), bardzo ją sobie chwaliłam, biorąc pod uwagę to, że są to kosmetyki drogeryjne.
Ta seria, przebosko pachnie czereśnią (a zapach utrzymuje się na włosach przez cały dzień), ponadto przeznaczona jest do włosów farbowanych, rozjaśnianych, zniszczonych zabiegami fryzjerskimi - czyt. moje włosy.
Odżywka posiada filtry UV, chroni nasz kolor przed wyblaknięciem, a także opóźnia proces zmywania się koloru. Zawarta w produkcie keratyna, czyli naturalny budulec włosa,  ma za zadanie rekonstruować jego uszkodzoną strukturę.
Używając szamponu i odżywki z tej samej linii włosy bardzo dobrze mi się układają, przede wszystkim nie mam problemu z ich rozczesywaniem, przez co mniej wypadają.
Pojemność 300 ml - obecnie za 10 zł w promocji Super Pharm, zaś cena regularna sięga dwudziestu paru złociszy. Uważam, że warto się skusić, choćby dla samego zapachu.


***

Następna tura to odżywki do włosów w sprayu.
Jak wiadomo produkty tego typu są bardzo wygodne w użyciu, kuszą zapachem, nie trzeba ich spłukiwać. Kilka psiknięć powinno ułatwić rozczesywanie włosów, niekiedy dodać blasku i delikatnie odżywić. Więcej na ich temat raczej nie ma się sensu rozpisywać.
Posiadam 3 tego typu produkty. Używam ich wymiennie, gdy dana odżywka/maska nie wygładziła moich włosów i mam problem z rozczesaniem ich, albo gdy chcę uzyskać efekt naturalnych fal, bez jakiś usztywniających pianek czy lakierów.
Pierwszym z nich jest nawilżająca odżywka w sprayu do każdego rodzaju włosów od Avon, o bajecznym zapachu orzecha macadamia i aloesu . 125 ml kosztuje ok. 7 zł w promocji.
Stosując ją na mokre wosy ułatwia rozczesywanie, jednak przy większej aplikacji, pozostawiona do zamoistnego wyschnięcia skleja je.


CHI keratin mist od Farouk to kuracja nawilżająca i wzmacniająca do każdego rodzaju włosów.
Keratyna, ceramidy i naturalny jedwab w niej zawarty nawilżają, wzmacniają włosy, nadając im połysk i gładkość. 300 ml ok. 30 zł. Nie stwierdziłam żadnych nadzwyczajnych efektów używając tego produktu. No może poza wydajnościa, bo mam problem z jej zużyciem:)


Ostatnim "psikaczem" jest Aussie Miracle Hair Insurance - znamy się od niedawna, ale już mnie pozytywnie zaskoczyła. odżywka pachnie jak 3minutowa maska, z tej samej serii, przeznaczona jest do włosów farbowanych, nadaje im koloru i blasku, bla bla bla, jak wszystkie. Dzis użyłam jej przy układaniu włosów, do efektu tych naturalnych fal i włosy nie są w ogóle posklejane (jak przy tym avonowskim ustrojstwie;) Gorzej z ceną i dostępnością, 250 ml, to koszt ok. 5 funtów, dostępny w UK, USA, bądź na allegro, czy ebay.



***

Następna część dotyczyć będzie chyba najbardziej lubianego przeze mnie produktu i związanego z nim rytuału. Mowa oczywiście o maskach do włosów.
Maski w odróżnieniu od odżywek mają o wiele silniejsze działanie na nasze włosy. Przy nakładaniu maski dobrze jest zarezerwować sobie minimum 10-30 minut, by produkt mógł wejść w głąb naszych włosów, regenerując je, poprawiając ich stan. Po zaaplikowaniu maski można nałożyć sobie na głowę foliowy czepek, albo zwykłą reklamówkę, w wersji hard owinąć wsio jeszcze ciepłym ręcznikiem i pozostawić taki kompres na ten choćby minimalny czas. Wtedy efekt da się odczuć już po pierwszym użyciu danej maski, a i zapach dłużej i intensywniej utrzymuje się na włosach. Wykonując takie zabiegi 1-2 razy w tygodniu możemy być pewne, że włosy (które codziennie katujemy suszarkami, prostownicami, gumkami, wałkami) będą nam wdzięczne i być może, przy systematycznych zabiegach zregenerują się i nabiorą zdrowego blasku.

Parę dobrych lat temu koleżanka fryzjerka namówiła mnie na jeden z pierwszych produktów o dużej pojemności z przeznaczeniem dla salonów fryzjerskich - mowa o  mlecznej masce Crema Al Latte Serical od Kallos. Budyniowa konsystencja bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, a zapach - zapach nieziemski, waniliowy, migdałowy, słodziutki jak prawdziwy budyń. Śmieszna cena chyba 13 zł za 1000 ml skusiła mnie tym bardziej. Proteiny pozyskane z mleka delikatnie odżywiają nasze włosy, pozostawiając przyjemny zapach, do następnego mycia.
Malutki minus - moje włosy nie chcą się po niej gładko rozczesywać, są szorstkie, nieprzyjemne w dotyku. Używam jej więc sporadycznie, głównie z sentymentu i dla boskiego aromatu.

 
Kolejne produkty, to te, które zdążyłam już zużyć - i właśnie w poście dotyczącym zużyć o nich dogłębniej napisałam. Matrix, Absolute Repair od L'Oreal oraz Macadamia Natural Oil - dla osób lubiących inwestować więcej pieniążka w produkty do włosów. Oraz Biovax od L'Biotica, doskonały produkt drogeryjny, nadający sie do wyżej wspominanych domowych, 30-minutowych kompresów.

 




 


Ostatnia sprawa maskowa, to śródziemnomorska odżywcza maseczka do włosów z Avonu z serii Planet Spa. Ma specyficzny zapach, lekko oliwkowy (czego nie lubię), bogaty w parabeny, alkohol, etc. Wystarczy 10 minut, by włosy nabrały miękkości i łatwo się rozczesywały. Poza tym nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów po jej stosowaniu. Przystępna cena, łatwodostępna. Ok. 20 - 30 zl za 200 ml.






 Ostatnim segmentem kosmetyków pielęgnacyjnych używanych przeze mnie są inne - czyli olejki, serum, itp.
Pod lupę idzie L'OREAL Expert Absolut Repair Thermo Repair - termoaktywne mleczko odbudowujące i chroniące przed wysoką temperaturą .
Jak pisze producent "pielęgnacja termoregenerująca włosów pomaga odbudować i chronić włókno włosa oraz ułatwia suszenie włosów. Włosy odzyskują naturalną witalność, są wyraźnie mocniejsze, lśniące i jedwabiście gładkie, a struktura włosa pozostaje odbudowana".
Produkty z serii Absolut Repair są przeznaczone do włosów potrzebujących silnej regeneracji, nie ma więc sensu tak intensywnych kosmetyków stosować profilaktycznie. Składniki produktu  głęboko wnikają wewnątrz włosa, racząc go substancjami odżywczymi tj. kwasy AHA, ceramidy, filtry UV.
Kosmetyk można stosować jako taką maskę bez spłukiwania, pachnie jak kosmetyki u fryzjera:) Po wielokrotnym użyciu nie zauważyłam wielkich efektów. Produkt porównywany jest ze sławetnym cementem termicznym Kerastase - jak jest w rzeczywistości nie wiem, nie miałam.
Pojemność: 150 ml, w granicach 30-40 zł. Sądzę, że spokojnie można znaleźć tańszy odpowiednik tegoż produktu.



Następne na tapetę idą miniwspomagacze. 
Jedwab CHI od Farouk, to zdaniem producenta jedwab do włosów. Kolejna silikonowa mieszanka, ale najwidoczniej moje włosy LUBIĄ TO. Stosuję go niezmiennie od lat. Wersja BIOSILK nie odpowiada mi zapachowo, ta zaś jest w porządku. Zawsze kupuję te 15 ml miniwersję za ok.5-10 zł. Kropelkę produktu wcieram w końcówki włosów. To maleństwo wystarcza mi na ponad miesiąc. Nie mogę powiedzieć, że jest to produkt na szóstkę, ale sądzę, że musi trochę (jak obiecuje producent) chronić je przed wysoką temperaturą, bo inaczej, przy codziennym suszeniu zostałyby mi tylko trzy włoski na krzyż:)



Podobnym produktem tego typu jest olejek Macadamia Healing Oil Treatment. Nie testowany na zwierzętach, bez parabenów i SLSów, skracający czas suszenia włosów o 50% 10 ml olejek w diabelskiej cenie 20 zł (ok. 50 zł za 30 ml) . Oszczędnie jednak, przy prawie codziennym używaniu (kropelka dziennie na końcówki przede wszystkim) wystarczył na ok. 4 m-ce. Włosy nie plątały się, łatwo rozczesywały, ładnie pachniały. Godny uwagi, gdyby nie odstraszająca cena.


Idąc tropem olejowania włosów swego czasu Avon miał w swej ofercie mini-olejki do nakładania na gorąco, przed myciem głowy. Zupełnie o nich zapomniałam. 50 ml kosztuje ok. 20 zł. Na chwilę przed użyciem wkładamy do pojemnika z gorącą wodą, by się rozgrzał, następnie tłuścimy swoje włosy, trzymając ok. 20-30 min., potem normalnie myjemy. Włosy po całym zabiegu są błyszczące i miękkie, łatwo je także rozczesać.

Ostatnia seria kosmetyków to produkty potrzebne do popularnego ostatnio olejowania włosów.
To nic innego jak natłuszczanie naszych czupryn naturalnymi produktami tj. oliwa z oliwek, olej kokosowy, rzepakowy, z pestek winogron, czy mix olejków naturalnych zamkniętych w oliwce dla dzieci HIPP.
Ponieważ w sieci roi się od porad, technik olejowania włosów ja przytoczę tu dwa linki, gdzie wyczytać można przydatne informacje

http://vexgirl.blogspot.com/2012/03/olejowanie-wosow-w-piguce.html
oraz
http://anwena.blogspot.com/2012/03/jak-olejowac-wosy-krotka-instrukcja.html

Ja nie będę się rozwijać w tym temacie i dublować czyiś słów. Sama stosuję tę metodę stosunkowo niedawno, nie jestem systematyczna niestety (raz na dwa tygodnie), ale staram się jak mogę. Po przykładowo godzinnym seansie z olejowym czepkiem na włosach myję je (najlepiej głęboko oczyszczającym szamponem np. Seanik od Lush) a następnie nakładam maskę głęboko nawilżającą, bądź odżywkę traktując ją jak maskę (np. Biovax), po kolejnej godzinie spłukujemy ją i układamy włosy jak zwykle. Sądzę, że każda z Was zauważy różnicę w dotyku swoich włosów.
Produktami przeze mnie używanymi są:
Olej kokosowy (będący przydatny do włosów oraz do smażenia:)


Oliwa HIPP (tej z Johnson'sa raczej do włosów nie używam, a zdjęcie zrobione było na potrzeby innego postu).

 Obecnie w testach jest także pielęgnacyjny olejek dla dzieci z Rossmanna.


Każdy z tych produktów, zastosowany zgodnie z podaną przeze mnie wcześniej metodą pozostawia moje włosy mięciutkie, lśniące, gładkie i przyjemne w dotyku. Metoda jest warta wypróbowania.

***
 Nareszcie koniec :D

Pozdrowionka.

eM.