poniedziałek, 19 maja 2014

Gwoli wyjaśnienia...

Witajcie,
z uwagi na to, że miesiąc maj stał się dla mnie najgorszym miesiącem mojego życia, wywrócił je do góry nogami, pozostawił za sobą wiele smutku, chciałabym go przemilczeć.

Dziękuję za każde odwiedziny i każdy komentarz oraz za wstępowanie do grona Czytaczek.

Na chwilę obecną nie jestem w stanie czynnie, z radością uczestniczyć w blogosferze, mam jednak cichą nadzieję, że poczekacie...

PODPIS

niedziela, 4 maja 2014

Ulubione w kwietniu...

Jak zwykle niesystematycznym krokiem weszłam w maj. Mój kwiecień był długi, intensywny i w sumie cieszę się, że już się skończył. Koniec kwietnia uraczył Nas masą drogeryjnych zniżek, z których odrobinę skorzystałam, ale teraz czas przedstawić faworytów minionego miesiąca.
Tym razem grono skromne, ale to przecież nie ilość się liczy. Szczerze niełatwo było mi wytypować kandydatów tak, by nie dublować ulubieńców, którzy byli już publikowani. Chyba na starość zrobiłam się monotonna.
Na pierwszej pozycji uplasowała się dwufazowa odżywka bez spłukiwania z nawilżającej serii Moisture polskiej marki Chantal. Kosztuje nieco ponad 10 zł, ułatwia rozczesywanie włosów, łatwo się ją aplikuje, a na dodatek tak niesamowicie pachnie (coś jakby owocowa Hubba Bubba).
Kolejne miejsce przypadło lajnerowi L'Oreal. Produkt ten zakupiłam dokładnie w maju 2012 i do dziś spisuje się u mnie bez zarzutu. Nie wysechł, jest kremowy, tak samo jak na początku (niekiedy dodaję Duraline z Inglota, by go rozwodnić). Nie podrażnia, nie ściera się, jest wydajny (została mi jeszcze ok. 1/3 opakowania. To było dobrze zainwestowane 18 zł!
Lajner miał w zestawie pędzelek, jednak wg mnie nie ułatwia on aplikacji. Sama zwykle nakładam jednym z poniższych trzech pędzli, wymiennie.
Moje graślate kreseczki wyglądają następująco:)
Na ostatnim miejscu, ale wciąż na podium są chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym Cleanic. Świetnie sprawdzają się w podróży, albo wtedy, gdy zmycie demakijażu jest takim wyczynem, jak zdobywanie Mount Everest :) Fajnym rozwiązaniem jest plastikowe zamykanie (a nie ten odklejający się rzepek). Skóra po demakijażu dobrze oczyszczona, nie jest podrażniona, a o to w tym chodzi.
A na deser... dosłownie i w przenośni przedstawiam niekosmetycznego ulubieńca - sorbet z malin - niebo w gębie. Dostępny w sieci sklepów Aldi za niecałe 8 zł. Przepyszny!



A Czytaczki jak spędziły majówkę?
Pozdrowienia!
PODPIS

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

A na włosach...Garnier Nutrissse Creme 111+ bardzo bardzo jasny popielaty blond super rozjaśniający - sahara blond

Hejka, dzisiejszy post ma na celu zaprezentowanie farby, która ostatnio stała się moim koloryzacyjnym ulubieńcem. Mowa o  "Garnier Nutrissse Creme 111+ bardzo bardzo jasny popielaty blond super rozjaśniający - sahara blond".
 
Farba zakupiona na promocji za ok. 16 zł - cena regularna ok 22 zł (niekiedy w Biedronce ok. 13 zł w promocji). Dostępność - wszędzie.
Zapach - wyrazisty, szczypie w oczy
podrażniona skóra głowy, lekkie szczypanie na początku
Po położeniu na jedną część głowy wydawało mi się, że farby zabraknie, a na końcu okazało się że mi jeszcze zostało.
Farba dobrze się aplikuje, zmieniła kolor ze śmietankowego, na lekko różowy, a na koniec fioletowo - niebieski. Taki sam "kolor" farby pozostał na włosach, zwłaszcza tam, gdzie farba była kładziona najpierw.
Farba nie spływa, łatwo się rozprowadza.

Duża 40 ml odżywka, ułatwiająca rozczesywanie świeżo rozjaśnionych włosów - to również duży plus dla tego produkty za stosunkowo niewygórowaną cenę. Innowacyjność farby, zdaniem producenta - 8 tygodniowe zachowanie koloru, a dodatkowo dzięki trzem olejkom (awokado,oliwka i karite) włosy są odżywione i nieprzesuszone.
Farba rozjaśnia do 4 tonów - wg producenta.

Po całkowitym zmyciu farby z włosów były one miękkie, śliskie (co rzadko się zdarza - z reguły włosy są szorstkie). Po aplikacji odżywki, włosy jeszcze bardziej nabrały miękkości, ślicznie pachniały, były miłe w dotyku - dawno takie nie były!

Farbę trzymałam 30 min na odrostach + 5 min. malaksowania całej długości włosów.
Po lewej stronie prezentuje się miesięczny odrost, po prawej zaś efekty koloryzacji.
Efekty z bliska:
Włosy są bardzo jasne, zaraz po wysuszeniu miały niebieską poświatę, coś w stylu gołębiego blondu, lub "Srebrnego pyłu" (od Joanny). Po 3-4 myciach kolor się wyrównał, odrost był jednolity z resztą, a właśnie na takim efekcie mi zależało-żadnej żałosnej żółci :).
Edit: Po ponad miesiącu od farbowania kolor zaczął się spierać, wyglądał on jednak nienajgorzej:
W związku z tym zdecydowałam się na uzbrojenie w zapasy:
oraz kolejną koloryzację, która wyszła równie zadowalająco :)

W mojej ocenie ogólnej farba zasługuje na 4.5/5.

Blondyny, a co Wy sądzicie?



Całuję.
PODPIS