Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2014

Ulubione w kwietniu...

Jak zwykle niesystematycznym krokiem weszłam w maj. Mój kwiecień był długi, intensywny i w sumie cieszę się, że już się skończył. Koniec kwietnia uraczył Nas masą drogeryjnych zniżek, z których odrobinę skorzystałam, ale teraz czas przedstawić faworytów minionego miesiąca.
Tym razem grono skromne, ale to przecież nie ilość się liczy. Szczerze niełatwo było mi wytypować kandydatów tak, by nie dublować ulubieńców, którzy byli już publikowani. Chyba na starość zrobiłam się monotonna.
Na pierwszej pozycji uplasowała się dwufazowa odżywka bez spłukiwania z nawilżającej serii Moisture polskiej marki Chantal. Kosztuje nieco ponad 10 zł, ułatwia rozczesywanie włosów, łatwo się ją aplikuje, a na dodatek tak niesamowicie pachnie (coś jakby owocowa Hubba Bubba).
Kolejne miejsce przypadło lajnerowi L'Oreal. Produkt ten zakupiłam dokładnie w maju 2012 i do dziś spisuje się u mnie bez zarzutu. Nie wysechł, jest kremowy, tak samo jak na początku (niekiedy dodaję Duraline z Inglota, by go rozwodnić). Nie podrażnia, nie ściera się, jest wydajny (została mi jeszcze ok. 1/3 opakowania. To było dobrze zainwestowane 18 zł!
Lajner miał w zestawie pędzelek, jednak wg mnie nie ułatwia on aplikacji. Sama zwykle nakładam jednym z poniższych trzech pędzli, wymiennie.
Moje graślate kreseczki wyglądają następująco:)
Na ostatnim miejscu, ale wciąż na podium są chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym Cleanic. Świetnie sprawdzają się w podróży, albo wtedy, gdy zmycie demakijażu jest takim wyczynem, jak zdobywanie Mount Everest :) Fajnym rozwiązaniem jest plastikowe zamykanie (a nie ten odklejający się rzepek). Skóra po demakijażu dobrze oczyszczona, nie jest podrażniona, a o to w tym chodzi.
A na deser... dosłownie i w przenośni przedstawiam niekosmetycznego ulubieńca - sorbet z malin - niebo w gębie. Dostępny w sieci sklepów Aldi za niecałe 8 zł. Przepyszny!



A Czytaczki jak spędziły majówkę?
Pozdrowienia!
PODPIS

poniedziałek, 31 marca 2014

Ulubione w marcu...

Dzień dobry bardzo... O ile poniedziałek może być dobry?
Marzec, to 3 z kolei miesiąc, który zleciał mi ZA szybko. Mimo to, obfitował on w parę nowości, które jednocześnie stały się moimi ulubionymi kosmetykami, które nieśmiało mogłabym chyba nazwać kosmetykami wszech czasów.

Płyn micelarny Bioderma Sensibio h2O. Produkt, który niegdyś uważałam za zbędny, dziś zaś moja pielęgnacja nie ma bez niego sensu. Płyn stosuję rano i wieczorem. Zmywam nim makijaż (oprócz oczu) oraz oczyszczam twarz z zanieczyszczeń. To moja kolejna (i na pewno nie ostatnia) butelka. Nie podrażnia, zbawiennie wpływa na moje zaczerwienienia, nie uczula, jest wydajny (co jest adekwatne do nieniskiej ceny. Dla przykładu, tańszy płyn TOŁPA, z którego obecnie korzystam zużywa mi się w mgnieniu oka, zaś 250 ml Bioderma wystarczyła mi na kwartał). Biodermo - zwracam honor!

Kolejny produkt, to antyperspirant Vichy do skóry wrażliwej. To moje pierwsze opakowanie i już wiem, że Nasza przyjaźń będzie długa. 
Stosowałam wiele podobnych produktów, gdzie producent obiecywał poczucie komfortu, ochronę na cały dzień i brak podrażnień. Od preparatów drogeryjnych, poprzez te apteczne - za każdym razem nie byłam w 100% zadowolona z rezultatów. Przy korzystaniu z kulki Vichy czuję się "czysto, sucho i pewnie" - jakkolwiek głupio te słowa napisane razem nie brzmią. Dezodorant ładnie pachnie, nie podrażnia skóry, (nawet tej świeżo po depilacji) na serio chroni przez cały dzień. Mankamentem jest cena, która waha się między 25-35 zł, w zależności od promocji i miejsca zakupu, ale czasem warto wydać więcej na produkt, który może okazać się zbawienny.

Następny produkt jest także dziewiczy w mojej przysłowiowej kosmetyczce - mowa o żelu do golenia Gilette "z nutką Olay" do skóry wrażliwej. Nie ukrywam, rzadko korzystam z gotowych produktów do golenia, bo uważam, że odżywki do włosów również świetnie sprawdzają się przy depilacji. Mimo to, ten produkt jest wart grzechu (no i tych kilkunastu złotych na promocji :). Dlaczego? Świetnie pachnie, dobrze się rozprowadza, zmiękcza skórę, nie podrażnia, jest w miarę wydajny. Nie wiem czy to możliwe, ale z tym żelem aż mi się chce golić :)
Następny produkt, który pokochałam nie od pierwszego użycia to aplikator do nakładania podkładu, tzw. jajko Real Techniques. Nie miałam dotychczas innych popularnych jaj tego typu, więc nie mam porównania, ale... przyznaję szczerze, że przez cały marzec moje pędzle do podkładu leżały odłogiem. Nakładanie podkładu (max factor 3w1 + odrobina Iwostin)  wilgotną gąbeczką o nietypowej strukturze sprawdziło się przy mojej cerze mieszanej, "szerokoporowatej", skomplikowanej. Buzia jest długo gładka, podkład nie tworzy efektu maski. Taki aplikator nie jest wieczny, jednak jego cena (ok. 25 zł w drogeriach online) jest jedną z najniższych pośród innych popularnych jaj. To dobra inwestycja dla osób lubiących nowinki i eksperymenty :) Planuję niebawem szerszą notkę na temat tego tworu (dajcie mi chwilę :)
Na ostatniej kosmetycznej pozycji uplasował się znany pewnie wielu olej rycynowy. Od razu uprzedzę pytanie, nie, nie mam problemów gastrycznych, nie piję go ;) Olej rycynowy stosuję od końca lutego do rzęs. Ten sposób na regenerację brwi, rzęs, czy włosów stosowany jest od lat (przez Babcie, czy Mamę - na pewno nie tylko moją). Co może Nam to dać? 
Włoski są przede wszystkim stają się wzmocnione, zagęszczają się, są bardziej sprężyste, ale również przyciemniają się (dlatego jako blondynka nie używam go na włosy, choć można). Nigdy nie narzekałam na swoje rzęsy, bo nie są najkrótsze, jednak po ponad miesiącu codziennego używania olejku na noc, na rzęsy, za pomocą szczoteczki (od starego tuszu do rzęs) zauważam zmianę. Olejek w aptece kosztuje 2 zł, a w zamian mamy głębokie spojrzenie w oprawie firanek z rzęs ;)) może nie od razu, ale systematyczność popłaca! :)

Krótko mówiąc LUBIĘ TO!

W kwestii niekosmetycznej, ale wciąż typowo babskiej, w marcu wolne momenty umilały mi filmiki na You Tube. Moją uwagę skupiły głównie dwa kanały.
Przesympatyczna, niemonotematyczna i nietuzinkowa Joanna, z kanału Kiediska86. Asia pięknie i w bogaty sposób opowiada nie tylko o kosmetykach, ale i o książkach, muzyce. Fajna, swojska Babka!

Drugim kanałem, jest zakątek wielotematyczny, powstały przy kolaboracji kilku vlogerek/blogerek - StylowoTV. Na kanale można znaleźć wiele inspiracji w dziedzinie urządzania mieszkania, pomysłów DIY, dietetyki, jednak moimi ulubionymi działami jest domowy trening (prowadzony przez dwie radosne dziewczyny) oraz facet w kuchni (nazwa mówi sama za siebie).
Serdecznie polecam oba kanały, bo są warte uwagi :)



Wracając do mojego marca - przyznaję bez bicia, był on ubogi w literaturę piękną - wstyd mi, ale zauważyłam, że ostatnio czytanie sprawia mi ból :(
Na usprawiedliwienie swe mogę tylko wspomnieć, że przynajmniej sfera kulinarna w marcu nie kulała. Wraz z Pomocną Dłonią stworzyliśmy kilka ciekawych dań, poznaliśmy kilka nowych smaków, przekonaliśmy się, że nadmiar ostrej papryki wzmaga krople potu na czole, ale było PYCHA!
Na załączonym obrazku z dumą prezentuję łososiowy zraz ze szpinakiem w towarzystwie romantycznego, serduszkowego makaronu i blanszowanych warzyw. Pstrąga na pieczonych ziemniaczkach, pierś z kurczaka na wypasie z farszem rozmaitości oraz pieroga Calzone.

A jaki był Wasz marzec?
Ucałowania.

PODPIS

wtorek, 4 marca 2014

Ulubione w lutym...

Luty zleciał mi niepostrzeżenie, a Wam? W tym miesiącu nie próżnowałam i zabrałam się za zużywanie masy kosmetyków, które piętrzą się na półkach. Od zawsze obiecuję sobie niechomikowanie, systematyczne zużywanie, jednak w praktyce różnie to bywa. Tym razem ulubieńcami miesiąca będą rzeczy, które jednocześnie "sięgnęły dna".
Mleczko do demakijażu Garnier Essentials - wersja z ekstraktem z róży (oraz zielona wersja - z winogronem) - to dla mnie niezawodny produkt do zmywania makijażu oczu. Nie zostawia "mgły" przed oczami, dokładnie zmywa oporne cienie, kredki, moje oczy nie są napuchnięte, podrażnione, nie szczypią mnie. Cena niewygórowana (ok. 10 zł). Zużyłam ok. 5 butli i na pewno wrócę do tego mleczka, gdy tylko będzie w dobrej promocji.
  
Krem pod oczy Clinique - All About Eyes, to kolejny produkt, do którego z miłą chęcią wracam. Dość gęsta, ale nie ciężka konsystencja bardzo dobrze nawilża moje podkuwki, krem łatwo się rozprowadza, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry pod oczami, jest bardzo wydajny. Nie kupuję pełnowymiarowych opakowań (cena ok. 130-150 zł/15ml skutecznie odstrasza). Przedstawiona na zdjęciu 7 ml miniaturka (stanowiąca prawie połowę pełnowymiarowego słoiczka) wystarcza mi na ok. 3 miesiące.
Pędzel do podkładu Hakuro H50S - przeprosiłam się w lutym z "podkładowymi" hakuro-wcami, których porzuciłam na poczet Stippling brush z Real Techniques. Pomimo tego, że pędzel ten ma ok 2 lat, jest regularnie prany, wciąż "działa" jak powinien. Nie gubi włosia, jest przyjemny i miły w dotyku. Podkład rozprowadzony nim wygląda równie dobrze, co przy aplikacji RT. Po tych doświadczeniach stwierdzam, że zakup pędzli Hakuro, to była dobra inwestycja, której nie żałuję.
Koszt tego pędzla to obecnie ok. 26 zł.
Antyperspirant w kulce Balea o zapachu kokosa i brzoskwini - gdy tylko dostałam pakę od mojego "przemytnika" z niemieckiej drogerii DM  zakochałam się w tym połączeniu zapachów. Było bardzo egzotycznie i odświeżająco. Z czasem jednak zapach stał się drażniący, być może za sprawą nadintensywności. Nie mniej, chronił przed "szkodliwymi woniami", dlatego też należy mu się miejsce na podium. W przyszłości jednak pozostanę przy antyperspirantach bezwonnych.
Cena tego produktu to ok. pół euro.
Ostatnim, lutowym umilaczem jest zapach do domu. Wosk Yankee Candle o zapachu czereśni. Dość intensywny zapach, ale nie męczący. Wyrazisty, lekko słodki, identycznie pachnący jak czereśniowy serek homogenizowany :) Zapach doskonale sprawdził się w domu, jak i w aucie. Wrócę do niego na bank! :) W lutym był to zapach miesiąca, więc jego cena wynosiła nieco ponad 5 zł. 
 I tak wyglądało moje najulubieńsze, lutowe towarzystwo, o którym chciałam Wam wspomnieć. 
A jak było u Was? Co towarzyszyło Wam całe 28 lutowych dni?
A może znacie, któryś z zaprezentowanych przeze mnie produktów? Jakie macie o nich zdanie?
Do napisania w komentarzach.
Całusy.
PODPIS

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ulubione w styczniu + odrobina paplaniny...

Dzień dobry, cześć i czołem... no chwilę mnie nie było, przyznaję bez bicia, trochę pochłonęło mnie życie, trochę zrobiłam sobie blogowe ferie. Nie będę ukrywać, przerwa była mi potrzebna, bo pisanie tutaj tylko po to, by pisać "zapchajdziurskich" postów mija się w moim przypadku z celem.
Chwila odetchnienia utwierdziła mnie w przekonaniu, że smutno mi bez bloga i wszystkich współtowarzyszących temu reakcji/interakcji.
To tak gwoli wyjaśnienia.
 ***
Bieżący post nie będzie jednak wytłumaczeniem się, bo tylko winny się tłumaczy... Dziś chciałabym zapoczątkować u siebie serię comiesięcznych notek, o tym co przez cały miesiąc najczęściej było w użyciu, czy to kosmetycznie, czy "życiowo", tzw. ulubieńcy.
Styczeń zapewne wszędzie nie rozpieszczał pogodowo. Na przekór mrozom, upajałam się pyszną rozgrzewającą herbatką z Biedronki (cytryna, imbir i miód). Zimową chandrę poprawiała też literatura piękna - "Dom na plaży" Sarah Jio - to druga książka tej autorki, (Jeżynowa zima-poprzednia) przy której czytaniu zużyłam tuziny chusteczek.
U-lubiłam sobie też torbę z przeceny z Tesco - rozmiarowo spełnia moje wymogi, jest czarna=uniwersalna, pomieści ze 20 kg :) nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba :)
W kwestii kosmetycznej - styczeń należał do nowości - kosmetyków, które jeszcze nie królowały na moim blogu. Nie ukrywam, inne kosmetyki używane przeze mnie w ubiegłym miesiącu to moje perełki/KWC - nie chcę Was więc zanudzać entą fotką ulubionego podkładu, czy paletką do konturowania.

Kosmetyczni ulubieńcy stycznia to:
  • Zmywacz do paznokci Sally Hansen z witaminą E i prowitaminą B5. Produkt zmywa każdy lakier, nie wysusza skórek, pozostawia przepiękny zapach.Pojemność 236 ml, cena ok. 10-12 zł (online).
  • Odżywka/serum do paznokci 9w1 Eveline - chciałam sprawdzić różnicę między tą, a 8w1 - poza cyferką i złotą nakrętką różnicy nie widzę (przyznaję, nie wczytywałam się w skład). Odżywka w dalszym ciągu ma mleczny kolor i tak samo utwardza moje paznokcie i wpływa na ich porost. Cena ok. 10 zł (w promocji) za 12 ml.
  •  Lakier do paznokci Astor DE LUXE z włóknami lycra nr 360 purple addiction - pierwszy lakier z tej serii - i już nie jedyny. Świetna, dobrze kryjąca emalia - szeroki pędzelek ułatwiający aplikację, produkt trwały - tego oczekuję. Lakier zakupiłam w jednej z drogerii internetowych.
  • Podkład Rimmel Stay Matte - zakupiony stosunkowo niedawno. Jest ciężki i gęsty, ale ma za to świetne krycie i niewielką cenę (w promocji ok. 15 zł). Na razie go lubię, ale co będzie dalej - nie wiadomo.
  •  Maskara Maybelline Colossal Volum Express - moja pierwsza z Maybelline. Mimo syntetycznej szczoteczki (dziwnie wygiętej) spisuje się naprawdę nieźle, tak samo wygląda - może powinnam przekonać się do niesilikonowych, prostych szczoteczek ;) ?
  • Arganowy olejek naprawczy Balea do włosów suchych i zniszczonych. Ja stosuję go na końcówki, jest niezwykle wydajny, pachnie cudnie, ma niezły skład, ma pompkę :) i... nie jest dostępny w Polsce, co wpływa na jego niekorzyść.

Jestem ciekawa co sądzicie na temat tego typu postów?
Jeśli byłybyście zainteresowane rzetelniejszą recenzją, któregoś z produktów - dajcie znać. Jeśli nie to i tak pewnie coś o nich jeszcze napiszę, bo kilka z nich ma szanse na miano kosmetyku wszech czasów.
Domyślacie się które?

Co u Was słychać? Dawno się nie... "czytałyśmy" ;)

Ściskam mocno i do następnego!
PODPIS

niedziela, 29 grudnia 2013

HITY kosmetyczne roku 2013 wg Babskiej Przystani...

Koniec roku to dobry czas na podsumowania. Pomyślałam, że w tym roku zbilansuję przede wszystkim swoją kosmetyczkę, która z roku na rok się zmienia, może nie tyle ona sama, co jej zawartość.
W kwestii pielęgnacji nastąpiły wielkie zmiany, ale o tym nie dziś. Zapewne, gdybym miała pokazać Wam każdy kosmetyk, którego używałam w 2013 zasnęłybyście przed monitorem... skupiłam się więc na kosmetykach, które są ze mną najdłużej. Po zdjęciach zobaczycie, że są mocno eksploatowane, ale to tylko dowód na to, że nie kłamię! :) Aaa... kolejność jest zupełnie przypadkowa.
***
1. Podkład, którego zużywam już chyba 6 butelkę, z żadnym z podkładów nie byłam tak długo "związana". Produkt mający szansę zostać ze mną na baaaardzo długo, a i może mój osobisty Kosmetyk Wszech Czasów? Mowa o podkładzie Max Factor Facefinity All Day Flawless 3 - in - 1 Foundation, o którym szerzej napisałam o tu <KLIK>. U mnie sprawdza się fajnie (choć mamy gorsze dni), jednak nie przy każdym typie skóry się sprawdza.
2. Baza pod cienie AVON - jest w porządku, utrzymuje cienie umiarkowanie długo, ma cielisty kolor, dzięki czemu ładnie wyrównuje koloryt powieki. Nie jest droga, jest wydajna, nie śmierdzi, łatwodostępna (bo konsultantek teraz jak mrówek :)). Lubię ją, ale nie jest niezastąpiona. Rok 2013 należał do niej, dlatego chciałam o niej wspomnieć ;)

3. Kolejnym produktem, na którym wg mnie warto zawiesić oko to naturalny puder sypki do cery tłustej i trądzikowej marki Jadwiga. Produkt zakupiłam na targach kosmetycznych, z polecenia kumpeli. Miałam wiele transparentnych pudrów w swej karierze (łącznie z bambusowym, kryolanem, inglotem, czy skrobią ziemniaczaną) i żaden z nich nie spisał się u mnie jak ten Jadwigowy za niewygórowaną cenę. Cechuje go megawydajność, więc wróżę mu dłuuugą współpracę z moją buzią.
4. Następną pozycję zajmuje żelowy, czarny eyeliner L'Oreal. Produkt wypasiony - jest mięciutki, tworzy głęboko czarne kreski, nie wysycha, a cena nie zabija - i to właśnie lubię!
5. Następne w kolejce jest trio do ozdabiania twarzy, tj. Sleek face form, w odcieniu light. Gdy pisałam Wam o nim w lutym, o tu <KLIK> najbardziej upodobałam sobie bronzer. Z biegiem czasu jak widać wszystko się zmieniło! Dzięki tej paletce zaprzyjaźniłam się z rozświetlaczami, a sam patent na jedną paletkę, a tam trzy produkty wielozadaniowe zaoszczędza miejsce w kosmetyczce. Niestety nie mojej, bo ja nie umiem się pakować, ale idea jest niezła! :)) Na bank skuszę się jeszcze na ten produkt, ale może w wersji duo (bronzer plus rozświetlacz).

6. Tę pozycję zajmują wodoodporne konturówki do ust (i nie tylko) firmy Golden Rose. W ofercie można znaleźć masę kolorów, w przyjaznej cenie (ok. 7 zł). Kredką możemy optycznie powiększyć sobie usta, zaznaczyć granice, by "nie wyjechać" pomadką, albo użyć jej jako trwałej pomadki do ust, albo bazy pod docelową pomadkę, o podobnym kolorze - wszystkie chwyty dozwolone! :)
7. Nie kosmetyk, ale akcesorium kosmetyczne - mój ukochany pędzel - Real Techniques by Samantha Chapman - Stippling brush - był to jeden z gadżetów, który zapragnęłam mieć, jako łowczyni nowinek kosmetycznych (i nie tylko) - sprawiłam go sobie w okolicy urodzin i od tej pory go nie wypuszczam z rąk. Aplikacja podkładu idzie z nim gładko, a nałożony podkład prezentuje się na buzi bardzo dobrze. Nie ukrywam, że pędzle Hakuro zeszły na dalszy plan, ale nie "wyszły" na dobre. Pędzli używam wymiennie, ale RT najczęściej - do tego stopnia, że jakieś 2 miesiące temu stracił głowę, zbite włosie wyleciało całkowicie z trzonka :( na szczęście "magic" klej przywrócił go do żywych!


O wielu produktach nie opowiadałam Wam tutaj na blogu bliżej, ale jeszcze nie wszystko stracone. Macie ochotę na jakąś głębszą recenzję, któregoś z tych kosmetyków?

Co Wy wybrałybyście za swój kosmetyczny hit tego roku?
Ściskam.
PODPIS
P.S. Już przedostatni raz przypominam Wam o konkursie, który jutro się kończy. Aby wziąć w nim udział wystarczy zapoznać się z tym oto postem KLIK.