wtorek, 4 marca 2014

Ulubione w lutym...

Luty zleciał mi niepostrzeżenie, a Wam? W tym miesiącu nie próżnowałam i zabrałam się za zużywanie masy kosmetyków, które piętrzą się na półkach. Od zawsze obiecuję sobie niechomikowanie, systematyczne zużywanie, jednak w praktyce różnie to bywa. Tym razem ulubieńcami miesiąca będą rzeczy, które jednocześnie "sięgnęły dna".
Mleczko do demakijażu Garnier Essentials - wersja z ekstraktem z róży (oraz zielona wersja - z winogronem) - to dla mnie niezawodny produkt do zmywania makijażu oczu. Nie zostawia "mgły" przed oczami, dokładnie zmywa oporne cienie, kredki, moje oczy nie są napuchnięte, podrażnione, nie szczypią mnie. Cena niewygórowana (ok. 10 zł). Zużyłam ok. 5 butli i na pewno wrócę do tego mleczka, gdy tylko będzie w dobrej promocji.
  
Krem pod oczy Clinique - All About Eyes, to kolejny produkt, do którego z miłą chęcią wracam. Dość gęsta, ale nie ciężka konsystencja bardzo dobrze nawilża moje podkuwki, krem łatwo się rozprowadza, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry pod oczami, jest bardzo wydajny. Nie kupuję pełnowymiarowych opakowań (cena ok. 130-150 zł/15ml skutecznie odstrasza). Przedstawiona na zdjęciu 7 ml miniaturka (stanowiąca prawie połowę pełnowymiarowego słoiczka) wystarcza mi na ok. 3 miesiące.
Pędzel do podkładu Hakuro H50S - przeprosiłam się w lutym z "podkładowymi" hakuro-wcami, których porzuciłam na poczet Stippling brush z Real Techniques. Pomimo tego, że pędzel ten ma ok 2 lat, jest regularnie prany, wciąż "działa" jak powinien. Nie gubi włosia, jest przyjemny i miły w dotyku. Podkład rozprowadzony nim wygląda równie dobrze, co przy aplikacji RT. Po tych doświadczeniach stwierdzam, że zakup pędzli Hakuro, to była dobra inwestycja, której nie żałuję.
Koszt tego pędzla to obecnie ok. 26 zł.
Antyperspirant w kulce Balea o zapachu kokosa i brzoskwini - gdy tylko dostałam pakę od mojego "przemytnika" z niemieckiej drogerii DM  zakochałam się w tym połączeniu zapachów. Było bardzo egzotycznie i odświeżająco. Z czasem jednak zapach stał się drażniący, być może za sprawą nadintensywności. Nie mniej, chronił przed "szkodliwymi woniami", dlatego też należy mu się miejsce na podium. W przyszłości jednak pozostanę przy antyperspirantach bezwonnych.
Cena tego produktu to ok. pół euro.
Ostatnim, lutowym umilaczem jest zapach do domu. Wosk Yankee Candle o zapachu czereśni. Dość intensywny zapach, ale nie męczący. Wyrazisty, lekko słodki, identycznie pachnący jak czereśniowy serek homogenizowany :) Zapach doskonale sprawdził się w domu, jak i w aucie. Wrócę do niego na bank! :) W lutym był to zapach miesiąca, więc jego cena wynosiła nieco ponad 5 zł. 
 I tak wyglądało moje najulubieńsze, lutowe towarzystwo, o którym chciałam Wam wspomnieć. 
A jak było u Was? Co towarzyszyło Wam całe 28 lutowych dni?
A może znacie, któryś z zaprezentowanych przeze mnie produktów? Jakie macie o nich zdanie?
Do napisania w komentarzach.
Całusy.
PODPIS

26 komentarzy:

  1. MI TO MLECZKO Z GARNIERA ŹLE DZIAŁA NA OCZY, PODRAŻNIA.... szczypie.... mogę nim zmywać jedynie twarz bez oczu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tez tak jest,tre i tre... 👎

      Usuń
    2. U mnie na szczęście spisuje się bez zarzutu, zaś bielenda robi krzywdę :/

      Usuń
  2. Hakuro H50s uwielbiam i ja :-) A ten krem z Clinique chodzi za mną już strasznie długo...

    OdpowiedzUsuń
  3. Połączenie kokosu i brzoskwini brzmi pysznie. Wolę antyperspiranty bezzapachowe, ale z chęcią przetestowałabym żel pod prysznic albo balsam do ciała o takim zapachu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Black Cherry to jeden z moich ulubionych wosków od YC:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zaraz po czarnym kokosie, czereśnia ;))

      Usuń
  5. Właśnie zastanawiam się nad tym pędzlem z Hakuro, mam taki z ecotools i nałożone nim podkłady średnio mi się podobają na twarzy... Zawsze mam wrażenie ,że podkład nałozony rękoma wygląda lepiej, ale nie cierpię tego,że zawsze muszę myć ręce po aplikacji podkładu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upaćkane ręce po podkładzie i odciski palców, które "niechcący" pojawiają się wszędzie, to była moja zmora. Na szczęście pędzle uratowały mnie z opresji :))

      Usuń
  6. świetny pedzel
    bardzo fajne kosmetyki no i wosk mmmm uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten pędzel kupiłam siostrze i jest mega zadowolona! :)))
    A kusi mnie ten wosk :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też bardzo lubię pędzel do podkładu Hakuro, chociaż akurat ja mam H51, ale nie wiem, czym różni się od tego co pokazujesz, może wielkością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lolu, h51 też jest w moich zbiorach - różni się wielkością, kolorem włosia, grubością trzonka. W aplikacji oba spisują się bez zarzutu. H51 mi wyłysiał, rozkleił się, po roku użytkowania, zaś h50s do dziś trzyma fason ;)

      Usuń
  9. ja jestem zakochana w moim h24 ;) a czereśnie też dorwałam, ale jeszcze nie miałam okazji palic, póki co w kominku pink sands ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam ten pędzel z Hakuro. Bardzo dobrze się sprawdza, zwłaszcza, że wcześniej nakładałam podkład palcami. Teraz widzę różnicę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pędzelki Hakuro bardzo lubię, a ten jest moim ulubieńce do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na ten krem pod oczy poluję od dawna :) Ostatnio byłam w Douglasie z zamiarem kupienia go i nie było. Gdzie można dostać mniejsze niepełnowymiarowe opakowania? Również stacjonarnie czy kupujesz online? A ten pędzel bardzo lubię i używam non stop :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam H50S, jeżeli używam podkładu, to tylko z tym pędzelkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. też postawiłam na ten osławiony pędzelek jakiś czas temu :) i jestem bardzo zadowolona
    u mnie było sporo nowości :) ale to chyba do paintpota z MAC wracam najczęściej, prawie codziennie w sumie

    OdpowiedzUsuń
  16. mnie również luty szybko zleciał, najpierw dwa tygodnie ferii, a potem to już z górki. nie miałam żadnego z tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Clinique ten krem pod oczy tez mnie kusi ale właśnie to jest cena odstrasza troszke

    OdpowiedzUsuń
  18. Zapach Black Cherry jest cudny :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, pamiętaj, że nie przejdę wobec niego obojętnie. Jeśli prowadzisz bloga na pewno Cię prędzej czy później odwiedzę.
Jeśli jednak chcesz zostawić tu reklamę, czy inny spam, to wiedz, że nie ujdzie Ci to na sucho! ;)
M.