Pokazywanie postów oznaczonych etykietą you tube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą you tube. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

Ulubione w marcu...

Dzień dobry bardzo... O ile poniedziałek może być dobry?
Marzec, to 3 z kolei miesiąc, który zleciał mi ZA szybko. Mimo to, obfitował on w parę nowości, które jednocześnie stały się moimi ulubionymi kosmetykami, które nieśmiało mogłabym chyba nazwać kosmetykami wszech czasów.

Płyn micelarny Bioderma Sensibio h2O. Produkt, który niegdyś uważałam za zbędny, dziś zaś moja pielęgnacja nie ma bez niego sensu. Płyn stosuję rano i wieczorem. Zmywam nim makijaż (oprócz oczu) oraz oczyszczam twarz z zanieczyszczeń. To moja kolejna (i na pewno nie ostatnia) butelka. Nie podrażnia, zbawiennie wpływa na moje zaczerwienienia, nie uczula, jest wydajny (co jest adekwatne do nieniskiej ceny. Dla przykładu, tańszy płyn TOŁPA, z którego obecnie korzystam zużywa mi się w mgnieniu oka, zaś 250 ml Bioderma wystarczyła mi na kwartał). Biodermo - zwracam honor!

Kolejny produkt, to antyperspirant Vichy do skóry wrażliwej. To moje pierwsze opakowanie i już wiem, że Nasza przyjaźń będzie długa. 
Stosowałam wiele podobnych produktów, gdzie producent obiecywał poczucie komfortu, ochronę na cały dzień i brak podrażnień. Od preparatów drogeryjnych, poprzez te apteczne - za każdym razem nie byłam w 100% zadowolona z rezultatów. Przy korzystaniu z kulki Vichy czuję się "czysto, sucho i pewnie" - jakkolwiek głupio te słowa napisane razem nie brzmią. Dezodorant ładnie pachnie, nie podrażnia skóry, (nawet tej świeżo po depilacji) na serio chroni przez cały dzień. Mankamentem jest cena, która waha się między 25-35 zł, w zależności od promocji i miejsca zakupu, ale czasem warto wydać więcej na produkt, który może okazać się zbawienny.

Następny produkt jest także dziewiczy w mojej przysłowiowej kosmetyczce - mowa o żelu do golenia Gilette "z nutką Olay" do skóry wrażliwej. Nie ukrywam, rzadko korzystam z gotowych produktów do golenia, bo uważam, że odżywki do włosów również świetnie sprawdzają się przy depilacji. Mimo to, ten produkt jest wart grzechu (no i tych kilkunastu złotych na promocji :). Dlaczego? Świetnie pachnie, dobrze się rozprowadza, zmiękcza skórę, nie podrażnia, jest w miarę wydajny. Nie wiem czy to możliwe, ale z tym żelem aż mi się chce golić :)
Następny produkt, który pokochałam nie od pierwszego użycia to aplikator do nakładania podkładu, tzw. jajko Real Techniques. Nie miałam dotychczas innych popularnych jaj tego typu, więc nie mam porównania, ale... przyznaję szczerze, że przez cały marzec moje pędzle do podkładu leżały odłogiem. Nakładanie podkładu (max factor 3w1 + odrobina Iwostin)  wilgotną gąbeczką o nietypowej strukturze sprawdziło się przy mojej cerze mieszanej, "szerokoporowatej", skomplikowanej. Buzia jest długo gładka, podkład nie tworzy efektu maski. Taki aplikator nie jest wieczny, jednak jego cena (ok. 25 zł w drogeriach online) jest jedną z najniższych pośród innych popularnych jaj. To dobra inwestycja dla osób lubiących nowinki i eksperymenty :) Planuję niebawem szerszą notkę na temat tego tworu (dajcie mi chwilę :)
Na ostatniej kosmetycznej pozycji uplasował się znany pewnie wielu olej rycynowy. Od razu uprzedzę pytanie, nie, nie mam problemów gastrycznych, nie piję go ;) Olej rycynowy stosuję od końca lutego do rzęs. Ten sposób na regenerację brwi, rzęs, czy włosów stosowany jest od lat (przez Babcie, czy Mamę - na pewno nie tylko moją). Co może Nam to dać? 
Włoski są przede wszystkim stają się wzmocnione, zagęszczają się, są bardziej sprężyste, ale również przyciemniają się (dlatego jako blondynka nie używam go na włosy, choć można). Nigdy nie narzekałam na swoje rzęsy, bo nie są najkrótsze, jednak po ponad miesiącu codziennego używania olejku na noc, na rzęsy, za pomocą szczoteczki (od starego tuszu do rzęs) zauważam zmianę. Olejek w aptece kosztuje 2 zł, a w zamian mamy głębokie spojrzenie w oprawie firanek z rzęs ;)) może nie od razu, ale systematyczność popłaca! :)

Krótko mówiąc LUBIĘ TO!

W kwestii niekosmetycznej, ale wciąż typowo babskiej, w marcu wolne momenty umilały mi filmiki na You Tube. Moją uwagę skupiły głównie dwa kanały.
Przesympatyczna, niemonotematyczna i nietuzinkowa Joanna, z kanału Kiediska86. Asia pięknie i w bogaty sposób opowiada nie tylko o kosmetykach, ale i o książkach, muzyce. Fajna, swojska Babka!

Drugim kanałem, jest zakątek wielotematyczny, powstały przy kolaboracji kilku vlogerek/blogerek - StylowoTV. Na kanale można znaleźć wiele inspiracji w dziedzinie urządzania mieszkania, pomysłów DIY, dietetyki, jednak moimi ulubionymi działami jest domowy trening (prowadzony przez dwie radosne dziewczyny) oraz facet w kuchni (nazwa mówi sama za siebie).
Serdecznie polecam oba kanały, bo są warte uwagi :)



Wracając do mojego marca - przyznaję bez bicia, był on ubogi w literaturę piękną - wstyd mi, ale zauważyłam, że ostatnio czytanie sprawia mi ból :(
Na usprawiedliwienie swe mogę tylko wspomnieć, że przynajmniej sfera kulinarna w marcu nie kulała. Wraz z Pomocną Dłonią stworzyliśmy kilka ciekawych dań, poznaliśmy kilka nowych smaków, przekonaliśmy się, że nadmiar ostrej papryki wzmaga krople potu na czole, ale było PYCHA!
Na załączonym obrazku z dumą prezentuję łososiowy zraz ze szpinakiem w towarzystwie romantycznego, serduszkowego makaronu i blanszowanych warzyw. Pstrąga na pieczonych ziemniaczkach, pierś z kurczaka na wypasie z farszem rozmaitości oraz pieroga Calzone.

A jaki był Wasz marzec?
Ucałowania.

PODPIS

czwartek, 11 października 2012

Babska paplanina + Różności nabyte pod wpływem YOU TUBE

Dziś przychodzę do Was z epopeją, osobistymi wywodami, dywagacjami nt. urodowych filmików, zamieszanych na jednym z portali oraz zakupami, jakie poczyniłam poprzez Jutubowe Beauty Guru :) Ostrzegam, będzie długo...

***

Od około dwóch lat śledzę na YouTube.com kanały dziewcząt, opowiadające w większości o urodzie, modzie, trendach, fryzurach, trochę kulinarnie, plotkowo, recenzyjnie, etc...
Moda na tego typu filmiki została (jak chyba wszystko) zapoczątkowana w USA, stamtąd zaś pomysł podchwyciły osoby na całym świecie.Wiek nagrywających sięga 12-50? lat. Sama jednak wśród kanałów, które subskrybuję/obserwuję mam 20-30 latki. 
Jak znalazłam się w tej  "dziwnej części jutuba"? Szukałam rad dotyczących wyboru odpowiedniej prostownicy, potem doboru fryzur, jakie można dzięki niej wykonać i tak się zaczęło...
Wsiąknęłam na maxa. Nie chcę nawet myśleć ile godzin poświęciłam na przeglądanie filmików. Jestem raczej typem biernego widza, rzadko kiedy udzielam się jako komentująca, sama też nie nagrywam, bo nie widzę się w tej roli.
Swego czasu urodowe filmiki były dla mnie bardzo inspirujące. Dowiedziałam się o wielu nowościach kosmetycznych, trikach urodowych, a nawet o życiu równolatek za granicą, różnicach kulturowych itp.
Temat kosmetyków poruszę w dalszej części postu, jednak teraz skupię się na bieżących jutubowych miniprodukcjach.
W obecnej chwili rynek kosmetyczny i nie tylko, pojął, że blogi i vlogi to świetna reklama swych marek, produktów, usług. Filmiki, bo na nich się dziś skupiam, zaczęły maksymalnie zalatywać komercją. 
W moim osobistym odczuciu to nie ten sam YT, na jaki trafiłam paręnaście miesięcy temu.
Obecnie ciężko zawierzyć mi dziewczynom recenzującym dany produkt, bo nie mam pewności, czy mówi szczerze, czy "wykonuje zleconą jej pracę". Filmiki zaczynając wyglądać tak samo, brak w nich świeżości, ciekawych pomysłów i przede wszystkim autentyczności. Czuję się jutubowo wypalona. Nie chciałabym podawać tu konkretnych przykładów, ani wymądrzać się jako znawca, jednak wiem, że część z blogerek także podpatruje YT od tej babskiej strony (ba, niektóre z Was są Vlogerkami) - to też ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat? Czy ja doszukuję się dziury w całym? Czepiam się bez powodu? Kto jest Waszą ulubioną Jutubowiczką? Nie wiem, czy mój blog to dobre miejsce na poruszanie takiego tematu, jednak ciekawią mnie rzetelne opinie innych babek:)

***

Tym jakże króciutkim wstępikiem zapraszam Was na tytułową część posta, czyli to, na co dałam się skusić Dziewczynom z YT.
Czasami, gdy wydam za dużo, tłumaczę sobie, że to wszystko przez te Jutubowe złe wróżki, które omamiają nas swym wdziękiem, czarem, i działają na Nas przez przekaz podprogowy. Nie mniej jednak, z paru zakupów pod ich wpływem jestem bardzo zadowolona. 

1. Oliwka dla dzieci HIPP - KWC na 100% - bardzo dobry skład, przyzwoita cena (10-15 zł), łatwtodostępna, wielozadaniowa (dodawana do kąpieli, do smarowania ciała, do olejowania włosów, opalania). Polecam.

2. Szampony w kostce LUSH - niedostępne w Polsce, mogą być traktowane jako ciekawostka kosmetyczna, no bo kto to słyszał, że szampon? Że w kostce? Bardzo wydajny produkt, szeroka gama zapachowo-zadaniowa (mi akurat obecnie pozostał nabłyszczający). Cena 5-6 funtów. Produkt wart uwagi.

 3. Wszędobylska, rozsławiana gdzie się da szczotka do włosów Tangle Teezer. Cena 40 - 60 zł. Dostępna w stacjonarnych sklepach w UK, u Nas zaś głównie w sklepach internetowych. Ja posiadam wersję turystyczną, z zamknięciem. Mam ją ok. 1.5 roku - nic jej nie dolega, ząbki wszystkie na miejscu:)
Szczotka za 5 dych? O co kaman.... to nie jest zwykła szczotka, to dar niebios dla potargańców!:) Szczotka delikatnie i skutecznie obchodzi się z kołtunami, rozczesywaniem włosów cienkich, zniszczonych, sztucznych, a nawet mokrych. Rzekomo zapobiega elektryzowaniu się czupryn, a także wpływa na ich blask ?! o.O
Czasami zapominam o jej istnieniu, bo rzadko się czeszę (jakkolwiek głupio to nie brzmi). Zakupiłam pod wpływem chwili, wielkiego jutubowego BOOM...nie jest produktem niezastąpionym.

 4. Aussie - 3 minutowa odżywka do włosów, o obłędnym zapachu, pełna niezdrowych silikonów, dająca efekt lśniących, mięciutkich włosów. Niedostępna w PL, koszt 20-40 zł. To moja trzecia butla, szczerze polecam (tą fioletową wersję, bo spotkałam się jeszcze z białą, nie tak samo aromatyczną):)
5. Z łatwiej dostępnych produktów - dezodorant naturalny - Ałun - kryształ - w sztyfcie. Skutecznie zabija bakterie, niweluje zapach potu, nie lepi się pod paszką, nie plami ubrań, łatwodostępny, (Rossmann - akurat ten Crystal, który posiadam) niesamowicie wydajny (mój ma ok. roku). Koszt ok. 25 zł. Polecam :)
6. Przed ostatnią z rzeczy jest zmywacz do paznokci. Zmywacz z Biedronki. Koszt -  4 zł (za 200 ml), robi co ma robić, nie pachnie najgorzej, wydajny, wracam do niego ciągle, kolejny osobisty KWC!
7. Jedną z ostatnich rzeczy, o których chciałam wspomnieć w tej notce, to pędzle. Niegdyś paćkałam się czym popadnie, a jeden pędzelek miał 5 etatów. Po YT seansach, wiem, że cienie muszę rozblendować, a paćkanie, to teraz konturowanie twarzy. Służy mi do tego moja dysfunkcyjna rodzinka pędzli - każdy z innej parafii...
Po parokrotnym zakupie bubli zdecydowałam się jednak na syntetyczne pędzle Hakuro. Są dostępne w sklepach internetowych, w miarę przyzwoitych cenach. Jakościową odpowiadają mi w 100%, nie niszczą się (no może poza h51-ale sama przyczyniłam się do jego zgonu, o tym innym razem)... Ceny, w zależności od rodzaju pędzla od 15 do  ok. 48 zł.Zamierzam powiększać "kolekcję", bo to inwestycja na wiele miesięcy.
Z czystym sumieniem mogę polecić.

Czy ktoś dotarł do tego momentu? To koniec, no już prawie:)) Mam nadzieję, że za mocno Was nie zanudziłam. Dajcie znać, co Wam wpadło w łapki, przez oglądanie Jutuba:)

Całuję.
eM.

P.s. A może babska paplanina, to dobry pomysł na comiesięczne wspólne plotkowanie blogerskie na jakiś ciekawy temat, co Wy na to? Czy raczej mnie emocje poniosły?