Humor adekwatny do pogody w moim mieście - czytaj pochmurno, przelotne opady deszczu, miejscami chwilowe przejaśnienia...
Ażeby poprawić nastrój przyozdabiam sobie paznokcie najróżniejszymi kolorami. Jako, że wychodzę z założenia, że lakierów nigdy za wiele, jest w czym wybierać, a pazurków u rąk tylko 10 - przynajmniej u mnie:)
Dziś pokażę Wam lakiery, do których wracam, takie których barwa zachwyca me gałki oczne, o które pytają zauroczone koleżanki, bądź klasyk, który winien się znaleźć w posiadaniu każdej babki ;)
Oto szczęśliwa piątka:
Zaczynając od prawej - klasyka - czyli lakier na każdą ważną uroczystość, sexi wieczór, czy spotkanie biznesowe. Nie mam swojej ulubionej marki, ale ostatnio podpasowała mi ta krwista czerwień Golden Rose o numerku 286.
Następnie, od chyba roku, czy dwóch lat to taki MUST HAVE na lato i nie tylko. Świetny jakościowo, z grubym pędzelkiem ułatwiającym aplikację, łatwodostępny, w przystępnej cenie MISS SPORTY 320 - kobaltowy, chabrowy, niebieściutki - jak kto woli:)).
![]() |
| zdjęcie NIE jest robione kalkulatorem:P |
Kolejno, subtelny i delikatny efekt, w sam raz do również klasycznego frencza - Barbra Pro - Lavender 263 - w fioletowawym odcieniu z delikatnie połyskującymi na słońcu drobinkami. Boski!
Mmm... lakier, którego szukałam w zeszłym roku parę miesięcy, neonek, ni to róż, ni to pomarańcz, oczojebny Vipera 820:)) mam go już rok, jakościowo jest w porządku.
Chcąc być na topie zainwestowałam niedawno (o czym Wam pisałam) w miętkę - hit tegorocznego sezonu. To dobra alternatywa dla wszędobylskiego pudrowego różu:) Moja miętka to Golden Rose z nr 210.
I to tyle, w kwestii bieżących, wartych uwagi lakierowych milusińskich.
Dajcie znać, co kryje się w Waszych lakierowych kuferkach. Czy z którąś z pozycji się dublujemy? Jakie są Wasze lakierowe MUST HAVE?
Ściskam.



