Dziś, chciałabym Wam napisać parę słów na temat mojej nowej zabawki, którą testutę od jakiś dwóch tygodni. Mowa o termolokach.
Swego czasu śniły mi się po nocach piękne wałki z Babyliss'a - jednak ponad 200 zł piechotą nie chodzi. Na szczęście ktoś nade mną czuwał i ich nie zakupiłam. Potem zupełnie zapomniałam, że chciałam je mieć.
Aż tu nagle, w Dniu Imienin, zostałam obdarowana tymże WŁOSkim prezencioszkiem, kolor zupełnie przypadkowy:)
Dawno, dawno temu...cieszyłam się z "termoloków" (profesjonalniej hydroloków) odziedziczonych po babciach. Te śmieszne, oldchool'owe wałki, wrzucało się na parę minut do gotującej się w garnku wody i nawijało na suche włosy, mocując albo specjalne gumki (a'la recepturki, albo plastikowe nakładki), też takie miałyście?
Skręt niekiedy mocno przesadzony, wałki parzyły w łapki, ale zawsze jakąś fryzurę można było stworzyć...
Ktoś gdzieś kiedyś miał "pomysła" jak to mówi Ferdynand Kiepski i wsadził te wałki do specjalnego pojemnika, które po podłączeniu do prądu nagrzewa Nam wałki, wszystko trwa szybciej, bezopażeniowo, bez zbędnego babrania się :)
Termoloki, które posiadam są z TESCO, z serii produktów Looking Good (widziałam też parę innych parę różowych przyborów do włosów tej serii np. prostownice, lokówki).
Ich cena nie jest wyższa niż 50,00 zł.
Wałki są bardzo lekkie. Wewnątrz nich znajduje się rdzeń ceramiczny, który nagrzewa się, gdy wałki podłączone są do ładowarki, czyli tego fikuśnego pudełka. Mój komplet termoloków, nie posiada regulatora temperatury, podczas nagrzewania, pali się jedynie (nie wiem po co) taka czerwona kontrolka, a o nagrzaniu informuje mnie zielony punkcik na wierzchu jednego grubego wałka.
W komplecie mamy 24 wałki - czyli po osiem z każdej wielkości. Największe mają 30 mm, średnie 25 mm, najmniejsze zaś 20 mm. Wszystkie posiadają metalowy klipsy/haczyki w 3 różnych rozmiarach, które podtrzymują Nasze walki na głowie.
Czas nagrzewania termoloków to ok. 10 minut. Gdy zielona kontrolka informuje Nas o nagrzaniu nie wyłączamy urządzenia, tylko korzystamy z niego "pod prądem".
Instalowanie tego "sprzętu" na mojej głowie trwało kolejne 10 min. A potem już kwestia trzymania ich na głowie - wiadomo, im dłużej tym bardziej lok może nam się skręcić (wg mnie 30 min. to max.)
Efekt finalny prezentuję poniżej. Loki nie są utrwalone lakierem, itp. ustrojstwami. Są miękkie, lejące się, delikatne. Skręt nie jest mocny, być może gdybym dłużej z nimi pochodziła, lok zrobiłby się bardziej sprężynkowaty:) Mnie osobiście efekt się bardzo podoba.
Plusem są:
- cena,
- efekt jaki dają,
- ich kolor też jest "słitaśny":).
Minusy zaś w moim mniemaniu przyznaję za:
- przekombinowane zapięcia loków (klipy/klamry byłyby wygodniejsze)
- brak regulacji temperatury.
Ogólna ocena termoloków LOOKING GOOD to 8/10.
Na zakończenie dodam tylko, że cieszę się, że nie wydałam majątku na droższy bajer, bo nie ma to większego znaczenia. Już teraz wkurzam się, że nie mam ich gdzie postawić. :) Ciekawa zabawka, babski, czasem przydatny gadżet, ale na pewno nie MUST HAVE:)
CU
eM.


